Powrót na Orlą Perć. Wyprawa odbyła się 2015.08.04. Zaczęliśmy wcześnie rano od Kasprowego Wierchu przechodząc całe pasmo Orlej Perci aż do Przełęczy Krzyżne
Tracklist: Yardbirds - Lost WomanThe Kinks - (Wish I Could Fly Like) SupermanBlack Sabath - ParanoidThe Kinks - I Gotta Move
Wczoraj staliśmy nad przepaścią ale dzisiaj zrobiliśmy wielki krok naprzód Jakoś leci Widzę, że mało osób tu nie wchodzi, więc mogę sobie zrobić z tego taki pamiętnik. w sumie już dawno chciałam sobie takie coś popisać, ale zawsze jakoś po tygodniu mi się odechciewało.
Wołałem, że zeszli ze szlaku. Nic to nie dało Dobrze, że nie doszło do nieszczęściaW tym miejscu (trawers Buczynowych Czub) poślizgnięcie -oznaczałoby
Orla Perć od przełęczy ZAWRAT - MAŁY KOZI WIERCH - KOZIA PRZEŁĘCZ - KOZI WIERCH z @marjanmarekNa potrzeby pamiątkowe 🙂
PL-885 Orla Perć. Wander Card. Bukowina Tatrzańska, Polsko. Trasa. Uložit. Sdílet. Tipy na výlet. Byli jste zde? Podělte se o vaši zkušenost Přidat
SV5zDt. Niektórzy nie wyobrażają sobie weekendu bez imprezy, inni wakacji bez wyjazdu nad morze. Podobnie w moim przypadku przełom lata i jesieni bez umęczenia się na tatrzańskim szlaku pozostawia pustkę niezaspokojenia. Wykorzystując bezdeszczowy weekend, niewiele myśląc spakowaliśmy najpotrzebniejsze rzeczy i wyruszyliśmy na południe Polski, by okiełznać niepoznane dotąd fragmenty Tatr Wysokich. Orla Perć już czeka! Orla Perć – tym razem start z Zawratu Ostatnie wrześniowe podrygi lata – najwyższy czas na wypad w Tatry! Co prawda, ze względu na brak urlopowych możliwości udało się go zorganizować tylko na weekend – co nie znaczy, że brakowało nam wrażeń. Wraz z Anią i drugim Dawidem, w trzyosobowej ekipie postanowiliśmy zaatakować początkowy fragment Orlej Perci, na odcinku od Zawratu do Koziej Przełęczy (z opcjonalnym wydłużeniem do Koziego Wierchu). Po całym tygodniu deszczy zapowiadano okno pogodowe, idealnie na weekend, w którym przejeżdżamy. To chyba jakiś znak 🙂 Po długiej podróży i krótkim śnie, wyruszamy z naszego murzasichlańskiego pensjonatu dopiero przed 7. Pierwszy odcinek to standardowe, szybkie podejście czarnym szlakiem wzdłuż potoku Suchej Wody do schroniska Murowaniec, akurat na rozruszanie kości. Po niespełna półtorej godzinie, zza drzew wyłania się kamienna bryła schroniska, stanowiąc pierwszy plan dla rozległej doliny Gąsienicowej skąpanej w porannym słońcu. Soczyście zielone połacie kosodrzewiny wraz ze wzrostem wysokości przechodzą w szare głazowisko, zwieńczone ostrymi szczytami. Uwielbiam podziwiać panoramę Tatr Wysokich właśnie od tej strony 🙂 Trochę wspinaczki, kilka łańcuchów i Zawrat zdobyty Posileni śniadaniem i rozbudzeni kawą ruszamy w kierunku przełęczy Zawrat. Niebieski szlak doprowadza po chwili do Czarnego Stawu Gąsienicowego, skąd, po krótkim fragmencie wzdłuż brzegu, rozpoczyna się podejście na przełęcz. Przechodzimy jeszcze przez jeden strumień po ułożonych kamieniach, następnie wspinamy się z pomocą rąk w zacienionym kominie. Docieramy do Zmarzłego Stawu. Warto wspomnieć, że szlak na Zawrat na całym odcinku jest dość zróżnicowany – tu nie ma czasu na nudę! Coraz ładniejsze widoki na pozostawianą za plecami Dolinę Gąsienicową, sporo miejsc, gdzie niezbędne jest użycie rąk, trochę wspinaczki, kombinowania, a zarazem ograniczone do minimum mozolne podejście po skalnych stopniach. Na odcinkach ubezpieczonych łańcuchami w błyskawicznym tempie zdobywamy wysokość. W nieco ponad 2 godziny musimy się wspiąć z 1500 m (Murowaniec) na 2159 m (Zawrat). W węższych miejscach potrafią tworzyć się zatory, szczególnie w okolicach południa – wtedy część osób już schodzi z grani i należy się wzajemnie przepuszczać. Mimo kilku przestojów, sprawnie pniemy się w górę i chwilę później, po pokonaniu ostatnich łańcuchów meldujemy się na Zawracie. Zmarzły Staw – widok z niebieskiego szlaku na przełęcz Zawrat. Podejście pod Zawrat. Widoczną po środku kadru przełęcz zdobywamy od wschodniej strony (po lewej), częściowo wspinając się po skałach. Łańcuchy na niektórych odcinkach pozwalają poczuć się pewnie i przezwyciężyć lęk wysokości. Ostatni fragment podejścia. Orla Perć w huraganowym wietrze Na Zawracie jest sporo miejsca – to popularne miejsce odpoczynku ze wspaniałym widokiem na Dolinę Pięciu Stawów. Niestety na przełęczy spełniają się nasze najgorsze obawy – wieje huraganowy wiatr. Wychodząc zza skały na otwartą przestrzeń niemal mnie zdmuchnęło z powrotem do doliny 😉 W takich warunkach poważnie zastanawiamy się nad odpuszczeniem i zejściem wygodnym szlakiem do Pięciu Stawów. Tym bardziej, że początkowy fragment Orlej Perci jest uznawany za najtrudniejszy, a na odcinku Zawrat – Kozi Wierch szlak jest jednokierunkowy. W przypadku zmiany decyzji nie będziemy mieli możliwości zawrócić… Po dłuższym namyśle jednak decydujemy się iść – wygrywają ambicje i zew przygody. Pierwsze kroki stawiamy z największą ostrożnością – poprowadzona szczytem skalnej grani ścieżka jest wąska i dość eksponowana – nieregularne podmuchy od strony doliny mogą sprawić, że kolejny krok postawimy nie do końca tam gdzie trzeba. W gorszych momentach idziemy skuleni, prawie w kuckach, aby zmniejszać powierzchnię naporu wiatru. Jest jeden plus – dzięki pełnym skupieniu na walce z wiatrem, do każdej przeszkody udaje się podejść zadaniowo. Znika gdzieś lęk wysokości i problem z trudnościami technicznymi. A tych jest coraz więcej – na szczęście wszystkie są ubezpieczone łańcuchami. O tak, do pokonywania Orlej Perci trzeba mieć dużo siły w rękach. Szybko zdobywamy Mały Kozi Wierch, skąd rozciąga się panorama na wszystkie strony. Widać też dalszy przebieg szlaku. Po zejściu czeka nas kolejny w miarę płaski odcinek, a następnie ostre zejście przez Zmarzłą Przełączkę Wyżnią. W tym miejscu, szczególnie gdy jest ślisko, należy bardzo uważać gdzie się stawia nogi i pod żadnym pozorem nie puszczać łańcucha. Z ukojeniem odpoczywamy od wiatru idąc dalej wzdłuż północnej ściany grani. Wychodzimy z powrotem w bardziej eksponowany teren i podziwiamy charakterystyczny dla Orlej Perci głaz, widoczny doskonale z Doliny Pięciu Stawów. Z naszej perspektywy wygląda, jak zawieszony nad przepaścią. Obowiązkowe zdjęcie i ruszamy dalej, na pohybel coraz większym podmuchom! Orla Perć – widok od Zawratu w kierunku wschodnim. Nieśmiało przedzierające się przez chmury słońce nie dotarło do Kościelca, widocznego w tle. Zejście z Małego Koziego Wierchu. Zmarzła Przełączka Wyżnia – po pokonaniu tego odcinka udaje nam się chwilę odpocząć od wiatru. …ponownie mamy doskonały widok na Czarny Staw Gąsienicowy i całą dolinę. W kierunku Koziej Przełęczy – na drugim planie groźny Kozi Wierch. Symbol Orlej Perci. Drabinką w dół wprost do Koziej Przełęczy Dochodzimy do słynnej drabinki, która prowadzi na Kozią Przełęcz. Kilkumetrowa przeszkoda to trudność głównie psychiczna – najgorzej oczywiście zrobić pierwszy krok 😉 Choć muszę przyznać, że schodząc z niej też dość długo się zastanawiałem gdzie postawić nogę. Ostatnie łańcuchy i jesteśmy na Koziej Przełęczy. Z wnętrza to miejsce przypomina niewielką rozpadlinę między dwoma masywami skalnymi – nie ma kompletnie miejsca na odpoczynek. Mogą się tu tworzyć zatory (jak w naszym przypadku) – przez przełęcz przebiega także żółty szlak z Doliny Gąsienicowej do „Piątki”. My, wymęczeni warunkami, postanawiamy zejść z Orlej Perci właśnie w kierunku Pięciu Stawów, a dalszy odcinek do Granatów zostawić sobie na następny raz. Drabinka prowadząca do Koziej Przełęczy. Wybaczcie jakość – wiatr dosłownie wyrywał aparat z ręki. Drabinka widziana z perspektywy dalszej części Orlej Perci (zdjęcie sprzed kilku lat). Kozia Przełęcz – czerwony szlak w kierunku Koziego Wierchu. My zostawiliśmy sobie ten odcinek na następny raz… Widok z Koziej Przełęczy na fragment Doliny Pięciu Stawów Polskich. Schodząc po łańcuchach, szybko tracimy wysokość. Jednocześnie siła wiatru słabnie. Ostatni odcinek żółtego szlaku, to spokojne, wygodne zejście w dół po schodach. Dobijamy do głównego szlaku w kierunku schroniska i po krótkiej regeneracji udajemy się doliną Roztoki w kierunku Palenicy Białczańskiej. Drugą część Orlej Perci (na odc. Skrajny Granat – Kozi Wierch) przeszliśmy w zeszłym roku – kliknij w zdjęcie aby przenieść się do relacji 🙂 Orla Perć – pamiętaj o zachowaniu podstawowych zasad bezpieczeństwa Bez względu na umiejętności, doświadczenie i warunki pogodowe zawsze należy pamiętać, że Orla Perć jest najtrudniejszym znakowanym szlakiem w polskich Tatrach. Rokrocznie słyszy się o śmierci na tym szlaku, także wśród doświadczonych turystów z właściwym ekwipunkiem i obuwiem. Jeśli jesteś wrażliwy na ekspozycję i przepaście, podejdź do każdej trudności ze szczególną ostrożnością. Jeśli w podobnych miejscach strach Cię paraliżuje i nie jesteś w stanie postawić kroku dalej – nie wybieraj się w ogóle na grań. Równie wspaniałe widoki można podziwiać choćby z Przełęczy Krzyżne, Świnicy czy Kościelca. Mierz siły na zamiary, zadbaj o bezpieczeństwo swoje i innych. Uważać należy szczególnie w miejscach zacienionych – najczęściej śliskich. Górskie buty za kostkę, zachowujące dobrą przyczepność, to absolutna podstawa. Podobnie nakrycie głowy – chroniące od słońca lub wiatru. Choć byliśmy tym razem na początku września, na grani nie panowały letnie warunki. Jak to dobrze, że każde z nas wzięło czapkę i rękawiczki 🙂 Zobacz także: Jura Krakowsko-Częstochowska na rowerze Norwegia – samotnie szlakiem w kierunku Bratteli Preikestolen. Półka skalna 600 metrów nad fiordem
Orla Perć pochłonęła wiele ofiar, ale dostarcza też wspaniałych przeżyć Równo sto lat temu, w 1906 r., ks. Walenty Gadowski wraz z Klimkiem Bachledą wymalowali na Zawracie ostatnie czerwone znaki kończące szlak turystyczny wiodący przez grzbiet Wołoszyna, Buczynowe Turnie, Granaty i Kozie Wierchy. W ten sposób dobiegły do pomyślnego finału prace nad stworzeniem Orlej Perci. Przez trzy lata ksiądz i zatrudnieni przez niego górale, idąc od Wodogrzmotów Mickiewicza, malowali znaki, rąbali stopnie, zakładali klamry i łańcuchy. Ks. Gadowski żył długo, w 1952 r., cztery lata przed śmiercią, jako stateczny 91-latek wszedł w towarzystwie kleryków na Zawrat, gdzie tłum turystów, który rozpoznał dobrodzieja po koloratce, przywitał go oklaskami w dowód uznania dla kondycji leciwego kapłana. Orla Perć prowadzi dziś tylko od przełęczy Krzyżne (Wołoszyn to ścisły rezerwat zamknięty dla turystów), za to często zalicza się do niej i Świnicę. “Podobłoczny ten szlak wspina się na strome zręby licznych turni, nad przepaściami, a dzięki pomocy umieszczonych w trudniejszych miejscach ubezpieczeń, pozwala pokonać wiele nieprzebytych na pozór ścian i kominów”, pisze Tadeusz Zwoliński w przewodniku sprzed 55 lat. Słowa aktualne do dziś, ale ruch na tych ścianach i w kominach jest teraz czterokrotnie większy. To w dużej mierze właśnie za sprawą tłumów przewalających się tą podniebną trasą, na Orlą Perć i drogi dojścia do niej przypada lwia część wypadków zdarzających się latem w naszych Tatrach. Zwyczajny tydzień Miesiąc temu, 22 czerwca, z Granatów na Krzyżne idzie dwoje turystów z Węgier. W rejonie przełęczy Pościel Jasińskiego (od nazwiska kłusownika z Poronina, który zabłądził tam, nocował, wreszcie spadł w przepaść i zginął) kobieta traci równowagę na starym śniegu i leci 200 m do doliny Pańszczycy. Zszokowany partner przez telefon błędnie zawiadamia TOPR, że jego towarzyszka spadła do Buczynowej Dolinki (czyli na drugą stronę Orlej Perci) i rusza w dół, by jej pomóc. Wkrótce sam osuwa się stromym żlebem. Jest pokaleczony i poobijany, ale rany nie są groźne dla życia. Tymczasem śmigłowiec przeszukuje obie strony grani, wreszcie znajduje turystkę. Ratownicy zjeżdżają z pokładu na linach, znoszą ją na miejsce dogodniejsze do lądowania. Obrażenia są jednak ciężkie, kobieta umiera w zakopiańskim szpitalu. Tego samego dnia dwie dziewczyny schodzą Zawratem z Orlej Perci na Halę Gąsienicową. W złych butach, z przemoczonymi nogami, grzęzną w stromych śniegach. Wyczerpane boją się zrobić choćby krok. Dzięki komórkom, nieocenionym, gdy trzeba wezwać pomoc, ratownicy docierają do nich na tyle szybko, że chronią je przed noclegiem pod gołym niebem. Dwa dni później na trasie ze Świnicy na Zawrat turystka zsuwa się po śniegu i leci na stronę Pięciu Stawów. Szybki desant ratowników ze śmigłowca, pierwsza pomoc, zniesienie rannej na noszach w teren nadający się do lądowania, transport do szpitala. – Turystka może mówić o ogromnym szczęściu. Mimo prawie 150 m upadku po skałach i śniegu, doznała tylko niegroźnych otarć i potłuczeń – ocenia Adam Marasek, zastępca naczelnika TOPR. Po trzech kolejnych dniach z Zawratu spada turystka z Niemiec. Ciężko potłuczoną, z poranioną głową, zabiera śmigłowiec. Następny dzień – upadek kobiety z Koziej Przełęczy do Koziej Dolinki. Złamanie nogi, śmigłowiec, szpital. Dzień później – kolejna dziewczyna zlatuje po śniegu między Świnicą a Zawratem i trafia do szpitala. Lęk odbiera siły To był zapis tylko jednego tygodnia na Orlej Perci. Dużym utrudnieniem dla turystów jest letni śnieg, który często przykrywa łańcuchy ubezpieczające. Nawet teraz, w drugiej połowie lipca, ostrzegają przed tym komunikaty Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego. W sierpniu 2005 r. turystka pośliznęła się na Granackiej Przełęczy i zleciała do Pańszczycy. Otwarte złamania, rany głowy, wykrwawienie – na szczęście szybki transport śmigłowcem ratuje jej życie. W 1998 r., w czerwcu, grupa turystów telefonuje do TOPR, że ich koleżanka usiadła, by odpocząć, przechyliła się i poleciała w przepaść. Ratownicy zaczynają poszukiwania, wieczorem w Buczynowej znajdują zwłoki. Turystka, siadając, na moment puściła łańcuch. Na przepaścistej grani plecak, nawet niezbyt ciężki, łatwo pozbawił ją równowagi i spadła z wysokości 200 m. Utrata równowagi, pośliźnięcie, potknięcie, zejście ze szlaku – wszystko to przytrafia się turystom w całych Tatrach, ale na Orlej Perci znacznie częściej ma fatalne skutki. Starzy ratownicy do dziś pamiętają lipcowy tydzień, 40 lat temu, w 1966 r. Najpierw turysta pośliznął się i runął 300 m z Granackiej Przełęczy do Pańszczycy. Parę dni potem, też do Pańszczycy, spadł z Małej Buczynowej Turni 14-letni uczeń. Z tej doliny przez lata ratownicy znieśli już dziesiątki ciał. W lipcu 1980 r. turysta pośliznął się na Granackiej Przełęczy i zjeżdżając po śniegu, potrącił mężczyznę. Obaj runęli żlebem do Pańszczycy. Jeden zginął, drugi, ciężko ranny, cudem ocalał. W 1998 r. tuż obok wspinaczy pokonujących ścianę Zadniego Granatu przeleciał mężczyzna. Gdy ciało zniesiono z gór, żona relacjonowała, że po prostu pośliznął się i po chwili zniknął jej z oczu. Takie wypadki są typowe dla Orlej Perci, bo z nadzwyczaj stromych, wysokich ścian jest gdzie spadać. Szlak jest bardzo eksponowany, często stawia się nogi na nikłych półkach skalnych lub na klamrach, mając pod sobą kilkadziesiąt metrów powietrza. Świadomość, że obsunięcie się stopy lub wypuszczenie łańcucha z ręki może oznaczać śmiertelny wypadek, odbiera pewność ruchów. Takie miejsca jak niemal pionowe podejście na Kozie Czuby czy drabinka do Koziej Przełęczy, kończąca się nad przepaścią przy gładkich ścianach, wymagają bądź braku lęku wysokości, bądź (częściej) wmówienia sobie, że go nie odczuwamy. Granie szczytowe są wąskie, po obu stronach ograniczone parusetmetrowymi ścianami. Zdarzają się nieprzyjemne miejsca bez zabezpieczeń, które trzeba pokonać, wiedząc, że utrata równowagi grozi stoczeniem się w niewidoczną przepaść podcinającą dość łagodne zbocze. W październiku w podobnym miejscu Orlej Perci, na Koziej Przełęczy Wyżniej, 21-letni turysta stracił równowagę i na oczach kolegów zsunął się w stronę Dolinki Pustej. Nie miał szans, stok kończył się stumetrową przepaścią. Kilka tygodni wcześniej, niemal w ten sam sposób, z tego samego miejsca spadła kobieta. Niestety, skutek również był identyczny. Pułapka ciągle czeka Cała Orla Perć z wyjątkiem rejonu Buczynowej Turniczki (2060 m) przebiega powyżej 2100 m kulminacja to Świnica (2301 m) i Kozi Wierch (2291 m). Dla części turystów kilkugodzinny pobyt na tej wysokości jest już odczuwalny, szybciej się męczą, serce wali, oddech staje się płytki. – Na tym szlaku nigdy nie ma dosyć uwagi. To jedna z najbardziej “honornych” tras turystycznych. Zdarzało się, że wieczorami kończyłem jakieś drogi wspinaczkowe właśnie na Orlej Perci. Zejścia bywały bardzo trudne, musieliśmy uważać na każdy krok – mówi Michał Jagiełło, dyrektor Biblioteki Narodowej, ratownik, taternik i pisarz. Orla Perć wyczerpuje fizycznie i psychicznie, jeden fałszywy krok grozi nieszczęściem. Na zboczu Niebieskiej Turni uprzejmy turysta starszej daty odchylił się w bok, by zrobić miejsce kobietom idącym z przeciwka. Poleciał w przepaść i zginął. W pobliżu tego miejsca zagorzały fotoamator zszedł kilka metrów ze szlaku, chcąc zrobić efektowne ujęcie Niebieskiej Przełęczy. Upadek, ciężkie potłuczenia, urazy miednicy i klatki piersiowej. Gdy więc nareszcie, tak jak w okolicach Granatów i Buczynowych Turni, pojawiają się łagodniejsze zbocza, to choć wiemy przecież, że trzeba uważać na znaki, zdarza się, iż zamiast zygzakującego, skalistego, bezlitosnego dla zmęczonych nóg szlaku wybierzemy pochyłe trawniki. Są gładkie, dogodniej sprowadzają z góry – ale upadek na tych śliskich trawkach oznacza coraz szybsze zsuwanie się w dół i wreszcie lot w przepaść. Tak jak zdarzyło się to w październiku na Małej Buczynowej Turni turyście, który szczęśliwie zatrzymał się nad progiem skalnym. Ratownik zjechał na linie z wiszącego śmigłowca i wciągnął rannego na pokład. Częściej szczęścia niestety brakuje. 95 lat temu w sierpniu Jan Drege wraz z dwiema siostrami postanowił zejść z Granatów do Gąsienicowej żlebem, któremu później nadano jego nazwisko. Gdy zaczęło się robić stromo, siostry zostały (by następnego dnia wrócić do czerwonych znaków i ocalić życie), on nadal szedł w dół, wreszcie runął z ponadstumetrowego progu. Żleb Drege’a, określany w przewodnikach jako “śmiertelnie groźny”, stanowi przemyślną pułapkę, bo w którymś momencie staje się zbyt stromy, by można było wrócić drogą, którą się pokonało. Pozostaje więc tylko marsz na dół – zwłaszcza że kosówki nad Czarnym Stawem są coraz bliżej, a w dół wciąż jakoś daje się zsuwać i lądować na kolejnych półeczkach. Do czasu. Trzy lata po śmierci Drege’a w żleb znowu weszła trójka turystów, brat, siostra i jej koleżanka. Scenariusz się powtórzył z tą różnicą, że tym razem to znajoma rodzeństwa ruszyła w dół i rozbiła się o piargi. Brat z siostrą byli już za nisko i nie mogli wrócić na Orlą Perć. Spędzili w żlebie pięć dni i nocy, wołając o pomoc. Turyści wędrujący nad Czarnym Stawem widzieli ich i słyszeli, nawet odpowiadali okrzykami, ale nie przyszło im do głowy, że tych dwoje ludzi w żlebie umiera. W końcu skrajnie wyczerpane rodzeństwo zaczęło schodzić. Brat runął w przepaść, na półce skalnej nad przewieszką została samotna kobieta, półprzytomna z głodu i przerażenia. Ratownicy z Mariuszem Zaruskim zjechali do niej na linach szóstej nocy, której pewnie już by nie przetrzymała. Śmiertelne wypadki w tym miejscu zdarzały się przez lata. W 1999 r. w lipcu podczas burzy kolejna trójka turystów, mężczyzna i dwie kobiety, chcąc jak najszybciej dotrzeć do schroniska, zaczęła schodzić żlebem Drege’a. Tym razem jednak w porę zrozumieli, że grozi im śmierć, pułapka się nie zamknęła, zatrzymali się, skorzystali z komórek. Ratownicy dotarli do nich następnego dnia. O jedną wyprawę za dużo Na wysokości 2000 m łatwo o załamanie pogody. Wyprawa z dreszczykiem zamienia się wtedy w rozpaczliwą walkę o życie na śliskich skałach. 20 lat temu w styczniu 1986 r. z Murowańca na Granaty ruszyło czterech młodych taterników, którzy tego samego dnia przyjechali nocnym pociągiem z Warszawy. Nie chcieli przenocować w schronisku i pójść w góry następnego ranka. Ale po południu, gdy byli już wysoko, spadła temperatura, wicher i zamieć odbierały siły. Doszło do tego zmęczenie nocną podróżą i wędrówką. Postanowili się wycofać, niestety dwóch z tej czwórki zmarło z wyczerpania. Jednym z nich był mój młodszy kolega, Tadek, z którym pięć lat wcześniej kończyłem kurs skałkowy. W jednym zespole uczyliśmy się wtedy wspinać. Tadek był silnym i spokojnym taternikiem, nie mogłem uwierzyć, że zginął w taki sposób. Zostawił młodą żonę, Urszulę, poznaną na tym samym kursie wspinaczkowym, i trzymiesięcznego synka. – Byłam karmiącą matką, nie pojechałam więc z Tadkiem w góry. Milicja przyszła do domu i powiedziała, co się stało – mówi dziś Ula. Potem już się nie wspinała, udało się jej też uchronić przed tym syna… Tę tragedię opisał Michał Jagiełło w swym “Wołaniu z gór”. “Dwóch młodych ludzi umarło tej nocy: jeden w pobliżu schroniska, drugi w ścianie. Czy tak właśnie musiało się stać?”, pyta Jagiełło. Śpiesz się powoli Miłośnicy Tatr stale dyskutują, który szlak turystyczny z “kanonicznej trójki” jest najtrudniejszy. Rysy, wiadomo, najwyższe, ponad 2500 m (ze szczytowym triangułem); Przełęcz pod Chłopkiem (2307 m) – w niektórych miejscach bardzo wymagająca technicznie. Orla Perć jest jednak najbardziej eksponowana, suma wejść i zejść daje największe nagromadzenie trudności, wymagające dużej wytrzymałości fizycznej i psychicznej. Wreszcie jest to jedyny z tych trzech szlaków, którego nie można pokonać w ciągu jednego dnia. Samo osiągnięcie Orlej Perci np. od Krzyżnego wymaga prawie czterech godzin marszu z Hali Gąsienicowej. Krócej trwa podejście z Gąsienicowej na Zawrat, ok. trzech godzin. Ale do Gąsienicowej też trzeba dojść, co z Kuźnic zajmuje prawie dwie godziny. Najlepiej więc wjechać na Kasprowy (latem jakieś dwie godziny stania w kolejce do kolejki i niespełna pół godziny jazdy), skąd w dwie i pół godziny dotrzemy na Świnicę. Pamiętajmy, by zabrać rękawiczki (przydatne na łańcuchach) i oczywiście wodę, bo na Orlej Perci nie ma strumyków, a śnieg pakowany do butelek na wysokości ponad 2100 m topi się nieznośnie wolno. Czasy przejścia Orlej Perci podawane w przewodnikach są różne (ze Świnicy na Krzyżne 8-9 godzin, z powrotem o 15-20 minut dłużej). Wbrew temu, co deklarują ich autorzy, nie odnoszą się one jednak do możliwości przeciętnego turysty, lecz odpowiadają szybkości wysportowanego mężczyzny, który idzie pewnie, bez lęku i wahań, w piękną pogodę, po suchej skale. I w dodatku nie odpoczywa na szlaku oraz nie stoi w kolejce do klamer i łańcuchów, co przy trudniejszych kominach na Orlej Perci jest nagminne. Czyli czasy te mają mało wspólnego z rzeczywistością. Tak naprawdę konia z rzędem temu, komu przejście Orlej Perci zajmie mniej niż 11 godzin. Zwłaszcza gdy bezpiecznie chce się pokonać jej najtrudniejszy odcinek, od Skrajnego Granatu po Krzyżne, z którego nie ma jak zejść przed końcem drogi i trzeba zacząć go do godz. 16, jeśli się chce wyjść z gór przed nocą. “Ta część Orlej Perci należy chyba do najtrudniejszych odcinków całej trasy. Kruchość terenu powoduje, że po każdej ulewie ten podniebny szlak jest częściowo zniszczony, znikają pracowicie układane stopnie. Ubezpieczona łańcuchami i klamrami perć kluczy w dużej ekspozycji i prowadzi terenem – zdawałoby się – zbyt trudnym jak na możliwości turysty”, czytamy w “Wołaniu z gór”. Poza wszystkim trudno przejść Orlą Perć, nie kładąc się na szczycie Zamarłej Turni i nie wystawiając głowy nad 140-metrowe urwisko, gdzie wspinają się taternicy. Trudno nie sprawdzić, czy podparty zapałkami potężny głaz na Zmarzłej Przełęczy będzie się chwiał, czy też nadal wytrzyma nacisk naszego ramienia. Trudno nie podziwiać ze szczytu Koziego Wierchu helikoptera, kręcącego się 100 m pod nami nad Zawratem lub bez chwili zastanowienia zrobić krok nad niezgłębioną przepaścią na Granatach. A to wszystko zajmuje czas. Orla Perć nie jest łatwa, ale nie przesadzajmy. W ubiegłym roku widziałem tam mocno starszą panią z laseczką, oczywiście w dobrych butach, podtrzymywaną chwilami przez wnuka, który przy łańcuchach odbierał od niej tę laseczkę. Szła Czarnymi Ścianami niespiesznie, acz pewnie. Więc jednak można. Jak wezwać pomoc w górach Jeśli potrzebujemy pomocy TOPR, dzwońmy pod numery: 0-601-100-300 lub (18) 206-34-44 Wołanie o pomoc stanowią też jakiekolwiek znaki: świetlne, głosowe czy np. machanie kurtką, dawane sześć razy na minutę. Potwierdzeniem, że nasze sygnały zostały zrozumiane lub że my zrozumieliśmy innych, są znaki dawane trzy razy na minutę. Podobne wpisy
Orla Perć – tatrzańska legenda, uchodząca za najtrudniejszy szlak turystyczny w Polsce. Długi, pełen sztucznych ułatwień oraz mrożących krew w żyłach przepaści. To piękna trasa, dla wielu stanowiąca spełnienie górskich marzeń, ale i miejsce będące świadkiem licznych tragedii. W tym tekście zamieszczam jej dokładny opis oraz z bogatą w zdjęcia relację z przejścia. Gdyby mnie spytać o ulubiony szlak w Tatrach, bez wahania wskażę właśnie „Orlą”. Kiedyś długo była poza moim zasięgiem, a jej pierwsze przejście dostarczyło mi mnóstwa pozytywnych emocji. Mierzyłem się z niespotykanymi dotąd trudnościami, oglądałem fantastyczne panoramy, spotykałem wielu ciekawych ludzi. Z Orlej Perci zostało mi sporo miłych wspomnień, więc co jakiś czas chętnie na nią wracam. Dziś wybieram się tam już po raz czwarty. Orla Perć – podstawowe informacje o szlaku Szlak otwarto już w 1906 roku, choć wtedy miał on nieco inną formę niż ta, która przetrwała do dziś. Oryginalnie, Orla Perć prowadziła między Polaną pod Wołoszynem a Zawratem. Później fragment w okolicach Wołoszyna stał się rezerwatem, a trasę skrócono do odcinka między przełęczami Zawrat i Krzyżne. W kolejnych latach dochodziło do drobnych korekt trasy, a od 2007 roku odcinek Zawrat – Kozi Wierch stał się jednokierunkowy. Orla Perć w całości znajduje się po polskiej stronie Tatr i przebiega w rejonie dość długiej, wschodniej grani Świnicy. Celowo piszę jednak „w rejonie”, ponieważ szlak nie ma typowo graniowego charakteru i omija największe trudności, trawersując gdzieś po zboczach poniżej. Na dzień dzisiejszy, Orla Perć uchodzi za najtrudniejszy szlak turystyczny w Tatrach. Trasa w wielu miejscach jest silnie eksponowana oraz ubezpieczona setkami metrów łańcuchów, kilkudziesięcioma klamrami oraz dwoma drabinkami. Jej pokonanie jest również sporym wyzwaniem kondycyjnym. Wliczając czas potrzebny na dojście i powrót, cała wycieczka przeważnie liczy dobre kilkanaście godzin. Z kolei przejście samej Orlej Perci (bez szlaków dojściowych) szacowane jest na około 6 godzin, przy założeniu dobrych, letnich warunków oraz formy wystarczającej do bezproblemowego pokonania co najmniej 2000 metrów podejść. Nie trzeba oczywiście porywać się od razu na całość. Z „Orlą” krzyżuje się kilka innych szlaków, które można wykorzystać do wcześniejszego zejścia z trasy lub wejścia na nią w dogodnym momencie. Są to: żółty szlak przez Kozią Przełęcz (od Koziej Dolinki oraz od Doliny Pięciu Stawów),czarny szlak na Kozi Wierch,czarny szlak przez Żleb Kulczyńskiego,zielony szlak na Zadni Granat,żółty szlak na Skrajny Granat. Warto mieć jednak na uwadze, że większość z tych szlaków też najeżonych jest licznymi trudnościami, a schodzenie nimi w trudnych warunkach (na przykład przy załamaniu pogody) może być dość niebezpieczne. Dość popularne jest pokonywanie Orlej Perci fragmentami, często w dwóch lub trzech odcinkach. Przejście całości uchodzi natomiast za dość trudne i jest przeznaczone wyłącznie dla tych bardziej zaawansowanych turystów. Ze względu na techniczne trudności oraz eksponowany teren, na Orlej Perci regularnie dochodzi do licznych wypadków, w tym również śmiertelnych. Od czasu otwarcia szlaku na początku XX wieku, życie traciło tu już około 150 osób. Warto więc nie przeceniać własnych możliwości, a na wędrówkę wybierać się jedynie przy dobrej pogodnie oraz z odpowiednim wyposażeniem. W tym ostatnim, oprócz standardowo zabieranych w góry rzeczy, powinien znaleźć się również kask wspinaczkowy. W ostatnich czasach popularne staje się również używanie na Orlą Perć uprzęży i via ferratowej lonży. Osobiście nie uważam tego jednak za najlepszy pomysł, głównie ze względu na zatory, które powoduje stosowanie takiego sprzętu oraz fakt, że łańcuchy nie są przeważnie poprowadzone w sposób, który umożliwi bezpieczne zadziałanie lonży. Orla Perć – opis trasy i relacja z przejścia Dojazd do Kuźnic Tym razem padło na autobus. Ten najwcześniejszy, ruszający z Krakowa o 4:40. Z łóżka zrywam się o 3:15, ogarniam co trzeba i piechotą ruszam na dworzec. Kupuję bilet, wsiadam, czekam chwilę na odjazd. Potem przez jakieś 2 godziny jedziemy w stronę Zakopanego. Pod Tatrami czeka mnie przesiadka. Busy do Kuźnic kursują od samego rana, ale z nieco innego miejsca niż to, gdzie wysiadłem. Muszę więc tam podejść jakieś 100 czy 200 metrów. Zajmuję jedno z ostatnich miejsc, parę minut później jestem już w drodze. W Kuźnicach melduję się tuż przed 7:00. Poszło całkiem sprawnie. Dojście na Halę Gąsienicową Podchodzę do kasy, chwilę stoję w kolejce i kupuję bilet wstępu do parku narodowego. Później muszę podjąć decyzję co do szlaku, którym dostanę się na Halę Gąsienicową. Do wyboru mam niebieski przez Boczań albo żółty przez Dolinę Jaworzynkę. Czas przejścia jest podobny, więc wybór nie ma większego znaczenia. Ostatecznie, pada na Jaworzynkę – ostatnio jakoś bardziej mi się podoba. Początek jest łatwy. Wchodzę do lasu i idę chwilę wzdłuż potoku również noszącego nazwę Jaworzynka. Później trafiam na otwarty teren i przez jakiś czas maszeruję przy płaskiej polanie z kilkoma zabytkowymi szałasami. Ta także została nazwana Jaworzynka. Poranne przejście przy Polanie Jaworzynce. Za polaną znów wchodzę między drzewa i zaczynam podchodzić delikatnie wnoszącą się ścieżką. Niedługo później docieram do miejsca odpoczynku z drewnianym stołem i ławkami. Mijam je, po czym zgodnie z kierunkiem szlaku odbijam w prawo. Tu zaczyna się bardziej strome podejście, wytyczone po zboczu Małej Królowej Kopy. Ścieżka prowadzi początkowo lasem, później przez chwilę prezentuje widok na skaliste zbocza Zawratu Kasprowego. Nieco bardziej stromy odcinek żółtego szlaku. Podchodzę tak kilka minut, stopniowo wznosząc się ponad dno doliny. Później szlak skręca i kieruje mnie głębiej między drzewa, na wąską, wciąż dość stromą ścieżkę, czasem oferującą ciekawe widoki na północną stronę. Szlak w końcu doprowadza mnie na Przełęcz Między Kopami, gdzie dociera również druga trasa z Kuźnic. Tu zmieniam kolor na niebieski i ruszam dalej w stronę Hali Gąsienicowej. Przełęcz Między Kopami. W tle niezły widok na Giewont. Przez chwilę podchodzę jeszcze po szerokiej, wygodnej ścieżce. Później trafiam na płaską i rozległą Królową Rówień, gdzie pojawiają się pierwsze widoki na pełne pięknych szczytów otoczenie Doliny Gąsienicowej. Niebieskim szlakiem w stronę Hali Gąsienicowej. Za Królową Równią zaczyna się zejście, które po kilku minutach marszu doprowadza mnie na Halę Gąsienicową. Piękne miejsce, niewątpliwie warte zatrzymania się i zrobienia kilku zdjęć. Wejście na Halę Gąsienicową. Na hali niebieski szlak rozdziela się na dwa warianty: jeden prowadzi w stronę schroniska PTTK Murowaniec, drugi omija je i zmierza ku położonemu trochę dalej na południe skrzyżowaniu szlaków. Dziś decyduję się na drugą z opcji. Czarny Staw Gąsienicowy Tak właściwie, to skrzyżowania są dwa. Na pierwszym zaczyna się czarny szlak prowadzący przez Dolinę Zieloną Gąsienicową na Świnicką Przełęcz, na drugim kolor niebieski spotyka się z żółtym, który ciągnie się tu od Krzyżnego w stronę Kasprowego Wierchu. Docieram do drugiego rozdroża i nadal trzymając się niebieskiej trasy, skręcam na południe, ku Czarnemu Stawowi Gąsienicowemu. Skręt w stronę Czarnego Stawu Gąsienicowego. Szlak wiedzie chwilę wśród wysokiej kosówki, później na moment wchodzi do lasu. Opuszczam go parę minut później, mając przed oczami parę ciekawych szczytów stanowiących bezpośrednie otoczenie doliny. Po lewej stronie mam ładny widok na Żółtą Turnię, natomiast po prawej ciągnie się grań Małego Kościelca. Niebieski szlak przebiega tu zboczem Małego Kościelca, w pewnej wysokości ponad dnem doliny. Praktycznie cały odcinek jest dość płaski i pozbawiony trudności. Jedynie pod koniec muszę trochę podejść ponad taflę jeziora, a później obniżyć niemal do jej poziomu. Tuż przed dotarciem nad taflę Czarnego Stawu. W tle widoczna piramida Kościelca. Niebieskim Szlakiem na Zawrat Nad stawem urządzam sobie parę minut przerwy, po czym ruszam po niebieskim szlaku dalej, w stronę Zawratu. Idę chwilę blisko północnego brzegu, następnie zaczynam odchodzić wschodni. Kamienny chodnik prowadzi tu bardzo blisko wody, co sprawia, że czasem, na przykład po paru dniach ulewnego deszczu, szlak jest podtopiony. Dziś nie mam jednak z tym odcinkiem żadnych problemów. Niebieski szlak nad brzegiem Czarnego Stawu Gąsienicowego. Stąd dobrze widać zarówno Kościelec, jak i Zadni Kościelec (po jego lewej stronie). Z czasem ścieżka zaczyna się wznosić i oddalać od stawu. Mija jego południowy brzeg, po czym zmierza dalej ku masywom Małego Koziego Wierchu i Koziego Wierchu. Tam teren robi się bardziej wymagający. Zaczynają się podejścia, a na niektórych, pojedynczych odcinkach konieczna może być pomoc rąk. Dłuższą chwilę podchodzę przy skałkach, później docieram do rozdroża szlaków. Niebieski wiedzie dalej na Zawrat, żółty skręca w stronę Koziej Dolinki, skąd można wejść na Kozią Przełęcz, Zadni Granat lub do Żlebu Kulczyńskiego. Szlak na Zawrat – okolice skrzyżowania niebieskiego i żółtego szlaku. Mijam skrzyżowanie i nadal trzymając się koloru niebieskiego zaczynam podchodzić do Zawratowego Żlebu, którzy opada w tę stronę z przełęczy. To nim prowadzi zimowa wersja tego szlaku. Teraz skręcam jednak ku skałkom, które wznoszą się po lewej stronie nad jego płytkim dnem. Podejście w stronę Zawratowego Żlebu. Wejście na skałki po lewej stronie żlebu. Robi się stromo, ponownie muszę sięgać po pomoc rąk. Wkrótce pojawiają się pierwsze łańcuchy, które ubezpieczają lekko eksponowane odcinki trasy. Kawałek dalej, w ścianie znajdują się również 3 klamry, która pomagają w przejściu wąskiego fragmentu szlaku. Jeden z najtrudniejszych odcinków szlaku na Zawrat. Za klamrami czeka też parę innych atrakcji. Bywa stromo i z niewielkimi ekspozycjami, ale generalnie nie jest to jakoś szczególnie wymagający teren. A na pewno nie trudniejszy od Orlej Perci, którą będę się za niedługo poruszał. Kolejna seria łańcuchów w drodze na przełęcz Zawrat. Sztuczne ułatwienia ciągną się już niemal do samej przełęczy. Znikają dopiero tuż pod koniec, gdzie szlak wchodzi do żlebu i prowadzi do góry jego lewą stroną w nieco kruchym terenie. Patrząc na skały po prawej, można dostrzec wykutą w nich, niewielką kapliczkę. Docieram na przełęcz i decyduję się na parę minut odpoczynku. Właśnie pobiłem swój rekord wejścia na Zawrat – od Kuźnic zajęło mi to niecałe 2,5 godziny. Obawiam się nawet, czy nie było to przesadą i zbyt lekkomyślnym trwonieniem sił. Wciąż czuję się jednak dobrze, więc nie myślę zbyt długo o potencjalnych problemach, które mogą pojawić się na dalszej trasie. Pora na jedzonko i oglądanie ładnych widoków, które roztaczają się stąd praktycznie ze wszystkich kierunkach. Orla Perć – odcinek od Zawratu do Koziej Przełęczy Orla Perć zaczyna się po mojej lewej stronie, zaraz za tabliczką informującą o jednokierunkowym przebiegu szlaku. Po przerwie mijam ją i zaczynam marsz w stronę trzech widocznych na poniższym zdjęciu wierzchołków. Dwie pierwsze (chyba) nie zostały nazwane, ostatnim jest szczyt Małego Koziego Wierchu. Zawrat – początek Orlej Perci. Za znakiem widoczny fragment grani Małego Koziego Wierchu. Do pierwszego z wierzchołków zbliżam się od prawej strony. Z trawiastej ścieżki szybko wchodzę na skały, gdzie już po chwili pojawiają się pierwsze łańcuchy. Wychodzę na szczyt, niedługo później drugi, a później zbliżam do wierzchołka Małego Koziego Wierchu. Tu również występują liczne łańcuchy, choć sam teren nie jest jeszcze szczególnie wymagający. Ubezpieczone łańcuchami podejście w stronę Małego Koziego Wierchu. Na Małym Kozim Wierchu. Za wierzchołkiem czeka mnie zejście na Zmarzłą Przełączkę Wyżnią. Dość strome i ubezpieczone licznymi łańcuchami. To już nieco trudniejszy fragment, co sprawia, że trafiam tu na pierwszy konkretniejszy zator. Obejść tego nie sposób, więc zanim ruszę dalej, mija dobrych kilka minut. Ze Zmarzłej Przełączki Wyżniej, na stronę północną opada żleb Honoratka. Orla Perć prowadzi przez chwilę jego prawą, dość eksponowaną stroną. Później zaczynam nieco łatwiejszy trawers Zmarzłych Czub, trochę poniżej postrzępionej grani. Przejście Żlebem Honoratka, tuż poniżej Zmarzłej Przełączki Wyżniej. Na grań i tak wchodzę. Mam tam po pokonania kilka skośnych, dość gładkich płyt, które również ubezpieczono łańcuchami. Z tego miejsca rozciąga się bardzo fajny widok na strome ściany Zamarłej Turni. Łańcuchy na grani Zmarzłych Czub. Z grani mam świetny widok na strome ściany Zamarłej Turni oraz położony nieco dalej Kozi Wierch. Za granią czeka mnie ubezpieczone żelastwem zejście, potem jeszcze chwila trawersowania, a następnie docieram na Zmarzłą Przełęcz z charakterystycznym „Chłopkiem” – samotną, pionową skałką o wysokości kilku metrów. Charakterystyczny, stojący kamień na Zmarzłej Przełęczy. Schodzę z przełęczy, obchodzę Zamarłą Turnię od północy, a następnie zaczynam nabierać wysokości po łańcuchach i klamrach. Wkrótce docieram na wypłaszczenie kończące się przepaścią. Spoglądam w dół i widzę tę legendarną, kilkumetrową drabinkę, dla wielu będącą symbolem Orlej Perci. Obejście Zamarłej Turni. Kilka klamer i łańcuchów na skałach Zamarłej Turni. Słynna drabinka nad Kozią Przełęczą. Zanim jednak mogę dotknąć szczebli owej drabinki, muszę swoje odczekać w kilkuosobowej kolejce. W międzyczasie mogę się porozglądać po okolicy, szukając dla tej drabinki jakiejś alternatywy. Niestety – tutejsze ściany są zbyt strome, by było to możliwe dla kogoś kto nie jest naprawdę zaawansowanym wspinaczem. Choć z drugiej strony, wiem, że drabinkę faktycznie da się obejść, ale wymaga to zacznie wcześniejszego skręcenia w lewo, ku Koziej Przełęczy. Obracam się i powoli schodzę w dół. Ze względu na staje mocowania, drabina lekko się chwieje, co niektórym może dostarczyć dodatkowych nerwów. Konstrukcja jest jednak bezpieczna i regularnie sprawdzana przez TOPR, więc nie ma się co obawiać korzystanie z tej wiekowej, choć wciąż niezłej jakości atrakcji. Poniżej drabinki znajduje się jeszcze kilka odcinków łańcuchów oraz klamry ubezpieczające zejście po gładkiej płycie. To ostatnie miejsce uchodzi za jedno z trudniejszych na całym szlaku. Wymaga bowiem użycia sporej siły przy trzymaniu się łańcucha i ostrożnego schodzenia po stromej, pozbawionej stopni skale. Drabinka oraz dalszy ciąg zejścia na Kozią Przełęcz widziany z podejścia na Kozie Czuby. Orla Perć – odcinek od Koziej Przełęczy do Koziego Wierchu Na wąskiej, ciasnej przełęczy raczej nie ma się co zatrzymywać. Tłok tu spory, a widoki mocno ograniczone przez wysokie skały po obu stronach. Poza ruszać dalej. Z Koziej Przełęczy szlak przez chwilę schodzi na południową stronę, ku Pustej Dolince. Ten odcinek również ubezpieczony jest łańcuchami i trzyma się lewej strony kruchego żlebu. Później zaczyna wspinać na skałki, po czym skręca ku klamrom prowadzącym na ścianę Kozich Czub. Podejście na Kozie Czuby. W tle po lewej stronie widać zejście z Zamarłej Turni na Kozią Przełęcz. Ponad klamrami czeka na mnie jeszcze sporo łańcuchów, które już w nie aż tak trudnym terenie prowadzą na grań Kozich Czub. Fragment niewątpliwie ciekawy, urozmaicony, ale też nieco wymagający kondycyjnie. Pełne sztucznych ułatwień podejście na Kozie Czuby. Przez chwilę przechadzam się po grani Kozich Czub, po czym podchodzę jeszcze trochę do góry. Oczywiście, znów przewijają się tutaj łańcuchy i zamontowane w skałach klamerki. Kawałek dalej docieram do stromego, wąskiego kominka, który z Kozich Czub nurkuje ostro w dół, ku Zmarzłej Przełęczy. To kolejne z miejsc, które można by wpisać na listę najtrudniejszych na całej „Orlej”. Najpierw, w eksponowanym terenie, trzeba się jakoś dostać do sztucznych ułatwień, a potem przy ich pomocy zejść niemal pionowo w dół. Przyda się nieco siły, warto też uważać na gładką skałę. Strome i dość ciężkie zejście z Kozich Czub. A tak wygląda to miejsce od drugiej strony przełęczy. Po zejściu na Kozią Przełęcz Wyżnią rozpoczyna się podejście na Kozi Wierch. Strome, dość długie i potrafiące zmęczyć. Pewnie nie będzie też zaskoczeniem, jak napiszę, że w wielu miejscach pojawiają się tu łańcuchy i klamry. Strome podejście na Kozi Wierch. Stromizna nagle kończy się, a ja zauważam wokół siebie tłum ludzi przesiadujących na wierzchołku. To miejsce zawsze jest mocno zatłoczone, nie tylko ze względu na niezłe widoki, ale i stosunkowo łatwe podejście od strony Doliny Pięciu Stawów. Mierzący 2291 szczyt jest najwyższym punktem na Orlej Perci, a także najwyższym szczytem Polski, jeśli weźmiemy pod uwagę tylko te, które w całości znajdują się na terytorium naszego kraju. Miejsce to można również uznać za (mniej więcej) środek Orlej Perci, jak również punkt, gdzie „najgorsze” już za nami. Kolejne fragmenty faktycznie będą już nieco łatwiejsze. Widoki z Koziego Wierchu w stronę Zawratu i Świnicy (to ten najwyższy, dwuwierzchołkowy szczyt na środku zdjęcia). Widok w stronę Doliny Pięciu Stawów. Orla Perć – odcinek od Koziego Wierchu do Skrajnego Granatu Ze względu na moją lekką niechęć do tłumów postanawiam nie robić przerwy na tym szczycie i od razu rozpoczynam zejście. Zgodnie z tym, co napisałem już w poprzednich akapitach, ten odcinek nie należy do wymagających. Klamry i łańcuchy znikają, a ręce będą miały trochę czasu na odpoczynek. Mimo małych trudności technicznych, nie warto jednak rozluźniać uwagi. Zejście z wierzchołka Koziego Wierchu jest kruche i w wielu miejscach nietrudno o poślizgnięcie na sypkim podłożu. Trzeba też uważać na luźne kamienie, potencjalnie strącane przez innych turystów. Schodząc ze szczytu śledziłem dwa kolory: czerwień Orlej Perci oraz znakowaną na czarno trasę do Doliny Pięciu Stawów. Wkrótce jednak szlaki się rozdzielają, co sprawia również, że w okolicy robi się mniej tłoczno. Wiele osób kończy zresztą w tym miejscu swoją przygodę z „Orlą”, resztę pozostawiając na kolejny dzień lub inną wycieczkę. Nieco kruche zejście z Koziego Wierchu. Na dalszym odcinku poruszam się po wygodnym chodniku trawersując Kozi Mur – grań ciągnącą się pomiędzy Kozim Wierchem a Buczynową Strażnicą. Ścieżka przez pewien czas jest płaska, dopiero później wznosząc się nieco bardziej do góry. Kilka razy pojawia się też konieczność użycia rąk. Po krótkim podejściu szlak wyprowadza mnie w okolice Buczynowej Strażnicy, której wierzchołek znajduje się kilka, może kilkanaście metrów od znakowanej trasy. Choć nie ma to większego znaczenia, ciężko mi sobie odmówić tej ponadprogramowej atrakcji, więc poświęcam dodatkową minutę na jej zdobycie. Później wracam na szlak i w lekko eksponowanym ternie docieram na wąską Przełączkę nad Buczynową Dolinką. Przełączka nad Buczynową Dolinką. Na przełączce Orla Perć skręca w lewo i przez jakiś czas prowadzi dnem Żlebu Kulczyńskiego. Ten jest dość stromy, miejscami kruchy i z pewnością wymagający sporej uwagi. Akurat tutaj nie ma co liczyć na żadną pomoc ze strony metalowych ułatwień. Zejście Żlebem Kulczyńskiego. Po chwili schodzenia dnem, szlak zbacza do prawej strony żlebu i przez chwilę prowadzi po tamtejszych skałkach. Potem opuszcza żleb i po niezbyt trudnej ścieżce prowadzi w stronę Czarnego Mniszka – niewielkiej turni, pod którą znajduje się wąski, stromy komin. Przejście w stronę Czarnego Mniszka. Wspinam się po ubezpieczonym klamrami i łańcuchem kominie, po czym przez chwilę trawersuję grań Czarnych Ścian. Ten odcinek znów należy do niezbyt wymagających. Minąwszy Czarne Ściany dostaję się na Zadnią Sieczkową Przełączkę, za którą zaczyna się wygodne podejście na Zadni Granat. Praktycznie na sam szczyt można dostać się po kamiennych chodniku. Zadnia Sieczkowa Przełączka i łatwe podejście na Zadni Granat. Na Zadnim Granacie znów trafiam na kilkunastoosobowy tłumek, więc nie mam zamiaru zostawać tu zbyt długo. Szczyt jest jednak całkiem fajnym punktem widokowym, z którego można podziwiać przebyte już fragmenty „Orlej” oraz większość tego, co czeka na dalszej drodze. Widok z Zadniego Granatu w stronę przełęczy Krzyżne. Spojrzenie za siebie, na przebyty już odcinek szlaku. Z wierzchołka schodzę po nieszczególnie trudnych skałkach, a następnie kieruję się w stronę Pośredniego Granatu, mijając jeszcze po drodze Pośrednią Sieczkową Przełączkę. Początek zejścia z Zadniego Granatu. Nieco dalej widać już wygodną ścieżkę wprowadzającą na Pośredni Granat. Przechodzę przez wierzchołek, po czym zaczynam kolejne zejście, tym razem ku Skrajnej Sieczkowej Przełączce. Te fragment jest już nieco bardziej wymagający. Idę po miejscami stromych skałkach, czasem korzystając w pomocy rąk. Przed dotarciem na przełączkę muszę też przedostać się przez około metrowej szerokości szczelinę. To kolejne „kultowe” miejsce na Orlej Perci. Pod nogami mam kilka metrów przepaści, nad którą wisi pojedynczy łańcuch. Miejsce mogę przejść dużym krokiem korzystając z jego pomocy, przeskoczyć (nic szczególnie ryzykownego, choć wymaga nieco pewności siebie i suchej skały) albo obejść dołem, schodząc kilka dodatkowych metrów. Sam decyduję się na skok. Skrajny Granat widziany z Pośredniego. Słynna szczelina pomiędzy Pośrednim a Skrajnym Granatem. Zdjęcie wykonane z obejścia poniżej. Minąwszy przełączkę zaczynam trwające kilka minut podejście na Skrajny Granat. Dość łatwe, często prowadzące po wygodnie ułożonych stopniach. Chwilę później docieram na szczyt, gdzie urządzam sobie krótką przerwę na uzupełnienie kalorii. Orla Perć – odcinek od Skrajnego Granatu do Krzyżnego Zaczynam zejście ze Skrajnego i praktycznie od razu trafiam na kolejną serię łańcuchów. Od minięcia Koziego Wierchu nie było ich za wiele, ale teraz trudności wracają na dobre. W pierwszej kolejności muszę przejść przez kilka dość gładkich i momentami eksponowanych płyt. Później szlak prowadzi po krętej ścieżce, która choć łatwiejsza technicznie, też wymaga sporo uwagi. Wszystko to ze względu na kruchy teren, pełen mniejszych i większych kamieni. Łańcuchy na zejściu ze Skrajnego Granatu. Nim jednak dostanę się na Granacką Przełęcz, czeka mnie jeszcze jedno, dość nieprzyjemne miejsce. Muszę zejść krótkim i płytkim żlebem, w którym pełno drobnego, uciekającego spod nóg żwiru. Ten fragment również ubezpieczony jest kilkoma łańcuchami. Na przełęczy skręcam w lewo i zaczynam schodzić prawą krawędzią opadającego stąd żlebu. Trwa to krótką chwilę, po której opuszczam żleb wąską, eksponowaną ścieżką, która trawersuje ściany Owczych Turniczek. Ubezpieczone łańcuchami zejście z Granackiej Przełęczy. Kawałek dalej ubezpieczenia (tylko na moment znikają), a przede mną wyrasta druga z występujących na Orlej Perci drabinek. Tą idzie się jednak do góry i raczej nie wiąże się z jakimiś większymi trudnościami. Druga drabinka, wyprowadzająca na Orlą Przełączkę Niżnią. Ponad drabinką czeka Orla Przełączka Niżnia, a za nią trawers strzelistej turni nazwanej Orlą Basztą. Obchodzę ją od południa i kawałek dalej docieram do wąskiego, stromego kominka pełnego klamer i łańcuchów. To kolejne z dość wymagających miejsc na Orlej Perci. Stromy kominek ze sztucznymi ułatwieniami. W tle przełęcz Pościel Jasińskiego. Po udanym zejściu trafiam na szeroką, pełną trawek przełęcz noszącą nazwę Pościel Jasińskiego. Idę przez chwilę wygodną ścieżką, po czym trafiam na kolejny wymagający fragment – trawersując Buczynowe Czuby najpierw muszę trochę się obniżyć, z później pokonać kilka gładkich płyt nad przepaścią. Tu również pełno jest sztucznych ułatwień. Eksponowany trawers Buczynowych Czub. Z czasem teren robi się łatwiejszy. Mijam kilka postrzępionych skałek, momentami przechadzam się po wygodnej, wydeptanej w trawie ścieżce. Docieram na Przełęcz Nowickiego, a później ruszam dalej w kierunku Wielkiej Buczynowej Turni. Przełęcz Nowickiego oraz Wielka Buczynowa Turnia. Idąc w kierunku turni mijam parę ciekawych, postrzępionych skałek, a później zaczynam ją obchodzić od południa. Tu odcinki nieco trudniejsze (zejścia z łańcuchami) przeplatają się z wygodnymi ścieżkami wśród trawek. Niezbyt trudny marsz w kierunku Wielkiej Buczynowej Turni. Ominiecie turni od południa. Minąwszy Wielką Buczynową Turnię schodzę jeszcze trochę poniżej Buczynowej Przełęczy, po czym zaczynam wspinaczkę w opadającym z niej żlebie. Oczywiście, znów w towarzystwie łańcuchów i dość stromo do góry. Wspinaczka w żlebie pod Buczynową Przełęczą. Na samą przełęcz nie docieram. W pewnej chwili odbijam w prawo, a dalszy fragment podchodzenia odbywa się po ścianie Małej Buczynowej Turni. Łańcuchy ciągną się spory kawałek. Później znikają, a ja przez chwilę przechadzam się wyłożonym kamieniami chodnikiem poniżej grani. W końcu ku niej skręcam i wdrapuję na szczyt Małej Buczynowej Turni. Mała Buczynowa Turnia. Schodząc z turni dobrze widzę już metę, czyli szeroką, otoczoną trawkami Przełęcz Krzyżne. Zostało mi do niej kilka, może kilkanaście minut marszu. Jednak najpierw muszę jeszcze obejść dwie niewielkie kulminacje grani. Pierwszą jest turnia Ptak, drugą Kopa nad Krzyżnem. Szlak Orlej Perci omija je obie od południa, prowadząc mnie po niesprawiającej problemów, w miarę równej ścieżce. Łańcuchów już nie ma, rąk używam okazjonalnie. Trawers pod turnią Ptak. Omijam Ptaka, przechodzę przez Przełączkę pod Ptakiem, w końcu szeroką ścieżką trawersuję Kopę. Później trafiam na Krzyżne, gdzie przesiaduje parę osób, które albo właśnie skończyły przejście Orlej Perci, albo dostały się tutaj żółtym szlakiem od strony Doliny Pańszczycy (trasa do Doliny Pięciu Stawów jest obecnie w trakcie krótkiego remontu). Wejście na Przełęcz Krzyżne. No i udało się! Czwarte w życiu przejście „Orlej” zakończone sukcesem, choć niestety nie udało się mi pobić poprzedniego rekordu. Chciałem złamać 3 godziny i 30 minut, ostateczny czas był bliższy wartości 3:45. Trochę szkoda, ale część winy łatwo mi zrzucić na liczne zatory na szlaku. Myślę, że z tego powodu straciłem dziś dobre pół godziny. Zejście z przełęczy Krzyżne Odpoczywam kilku minut, po czym skręcam w stronę Doliny Pańszczycy i zaczynam zejście. Początek jest nieco stromy oraz kruchy, więc wymaga niemniej ostrożności niż niektóre fragmenty ukończonej właśnie Orlej Perci. Zejście z Krzyżnego w stronę Doliny Pańszczycy. Marsz w dół zbocza trochę się ciągnie, choć nie przysparza mi żadnych trudności technicznych. Później ścieżka łagodnieje i zaczyna prowadzić po kamiennym chodniku przez malowniczo położną dolinkę. Pańszczyca to raczej spokojne miejsce. Leży na uboczy, w górnej części ma tylko jeden, dość długi szlak. Tłoku nie ma tu chyba nigdy – większość okolicznego ruchu turystycznego koncentruje się w okolicy położonej nieco dalej Dolinie Gąsienicowej. Im niżej schodzę, tym bardziej płaska staje się ścieżka. Nie znaczy to jednak, że wszystkie podejścia już za mną. Jedno czeka mnie jeszcze w okolicach Wielkiej Kopki, a drugiej na grzbiecie Żółtej Turni, kawałek za minięciem Czerwonego Stawu. Żółtym szlakiem przez Dolinę Pańszczycę. Przejście przy Czerwonym Stawie. Po wdrapaniu się na zbocze skręcam w stronę Hali Gąsienicowej i ponownie zaczynam schodzić. Na tym etapie poruszam się głównie gruntową ścieżką prowadzącą pośród niskiej kosówki. Przejście zboczem Żółtej Turni. W tle widać położony w okolicach schroniska Las Gąsienicowy. W drodze do Murowańca przecinam jeszcze ładnie położony potok z kilkoma niewielkimi spiętrzeniami, później idę chwilę przez Las Gąsienicowy. Tam żółty szlak najpierw łączy się z kolorem zielonym, a następnie również z czarnym. W końcówce wspólnie prowadzą mnie pod otoczone setkami turystów schronisko. Przejście przez strumień spływający ze zboczy Żółtej Turni. Droga do Kuźnic Mijam budynek i docieram do niebieskiego szlaku. Tam odbijam na północ i zaczynam przejście przez Halę Gąsienicową, a następnie pokonuję niedługie podejście prowadzące w stronę Królowej Równi. Przeważnie jestem tu już dość zmęczony i mam serdecznie dość każdego nabieranego metra. Dziś idzie jednak dość dobrze, co sprawa mi niemałą radość. To tu dostrzegam realną szansę, by całą tę wycieczkę zamknąć poniżej 9 godzin (cóż, robię tę trasę nie po raz pierwszy, więc mam ochotę podejść do tego trochę bardziej „na sportowo”). Przechodzę przez Rówień, po czym schodzę kawałek ku Przełęczy Między Kopami. Tu do wyboru mam dwie prowadzące do Kuźnic drogi. Decyduję się na tę samą wersję co rano, czyli Dolinę Jaworzynkę. Skręcam w lewo i na jakiś czas znikam między drzewami. Przez kilkanaście, może dwadzieścia-parę minut schodzę zboczami Małej Królowej Kopy. W końcu docieram na dno doliny, a szlak przykleja się do płynącego nią potoku. Stąd już bez większych wyzwań docieram do Kuźnic, kończąc przejście z czasem około 8 godzin i 45 minut. Powrót przez Dolinę Jaworzynkę. Powrót do domu Wciąż jest dość wcześnie, więc nie brakuje podstawionych na parkingu busików. Wsiadam do pierwszego z nich, chwilę czekam, a później jadę kilka minut w stronę Zakopanego. Pojazd opuszczam na ostatnim przystanku, z którego kieruję się na teren dworca autobusowego. Wchodząc tam zauważam, że kurs do Krakowa właśnie startuje. Pech czy szczęście? Okaże się już za chwilę. Macham do kierowcy, a ten… zatrzymuje się i otwiera drzwi. A więc szczęście. Przesiadka poszła sprawnie, podobnie jak powrót Zakopianką. W tygodniu raczej nie ma tu kilkugodzinnych korków. Podsumowanie i trochę przemyśleń Ostatni raz całą Orlą Perć przeszedłem 3 lata temu, w wakacje 2017 roku. Dziś, po tej trwającej trochę przerwie, pokonałem ją po raz czwarty. Bardzo fajnie było wrócić na ulubiony szlak, choć muszę też przyznać, że trochę się on zmienił. Gdy byłem tu ostatnio, kasku nie miał praktycznie nikt. Obecnie, znaczna większość turystów ten sprzęt posiada i wydaje się być bardziej świadoma czyhających zagrożeń. Choć z drugiej strony, może to tylko część górskiej mody. Inna związana ze sprzętem rzecz to lonże i uprzęże. Niektórzy traktują Orlą Perć jak via ferratę, przypinając się na łańcuchach i innych metalowych ułatwieniach. Swoje zdanie na ten temat już wyraziłem, teraz zwracam tylko uwagę na coś, czegoś przy wcześniejszych przejściach „Orlej” nie zauważyłem ani razu. Nie sposób pominąć też spory wzrost liczby turystów. Choć słyszałem i czytałem o różnych zatorach w Tatrach, sam miałem szczęście na nie nie trafiać. Wystarczyło wyruszyć odpowiednio wcześnie i o kolejkach nie było mowy. A teraz? Przy dzisiejszym przejściu nie pomógł nawet środek tygodnia, wczesny autobus i bardzo szybkie wejście na Zawrat (niecałe 2,5 godziny z Kuźnic). Konsekwencje większego ruchu nie kończą się jednak na blokowaniu łańcuchów. Mam wrażenie, że zmieniła się też „klimat” tego szlaku. Mało kto się przywita, ciężej wdać się w spontaniczną pogawędkę, nie mówiąc już o rzeczach pokroju dzielenia się z kimś jedzeniem na szczycie. Doświadczałem tego w przeszłości, dziś trasa nie miała już tego uroku. Trochę szkoda. I jeszcze jedno: zmieniłem się także ja. Mam lepszą formę, większe doświadczenie oraz umiejętności. Pierwsze przejście Orlej Perci było dla mnie sporym sukcesem, wręcz pewnego rodzaju przełomem w górach. Teraz mam za sobą „gorsze rzeczy”. O przejściu tego szlaku nie myślę już w kontekście ambitnego wyzwania, a raczej sentymentalnego powrotu lub wręcz areny do robienia czegoś więcej: może szybciej, może nie korzystać z łańcuchów, może przejść kawałek zimą? Nie piszę tego oczywiście po to, by się czymkolwiek chwalić albo deprecjonować trudności tego szlaku. Chodzi raczej o moją własną perspektywę i to, jak zmieniło ją dobre 100 wizyt w górach (nie tylko Tatrach), które miały miejsce między tym a wcześniejszym przejściem Orlej Perci. Bo „Orla” dla mnie to jedno, ale bardziej obiektywnie patrząc, to wciąż najtrudniejszy z polskich szlaków, pełen zagrożeń i regularnie pochłaniający ludzie życia. W każdych warunkach należy podchodzić do niego z odpowiednim respektem, być wypoczętym i dobrze przygotowanym. Myślę też, że nie warto zabierać się za niego zbyt wcześnie. Lepiej schodzić najpierw inne trasy, okiełznać lęki, zebrać doświadczenie i poczekać na odpowiednie warunki. Wtedy na pewno się zrewanżuje, dostarczając mnóstwa frajdy i satysfakcji z przejścia tej – co by nie było – tatrzańskiej legendy. Mapa pokonanej trasy:
Szczegóły Kategoria: Góry Odsłony: 18880 Piękna i BestiaO tym że jest to najpiękniejszy górski szlak w naszych górach, nie trzeba zbytnio nikogo przekonywać. O tym że jest to jednocześnie Bestia, wielu już się przekonało. Od ponad stu lat gdy szlak został wytyczony i zaopatrzony w ułatwienia w postaci klamer, łańcuchów i drabinek, wiele osób straciło życie a wielu uległo wypadkom. Zbyt duża wiara we własne umiejętności, brak pokory i rozwagi, brak przygotowania i znajomosci specyfiki terenu a czasami drobny błąd. Niewiele potrzeba by przyjemna wędrówka zamieniła się w tragiczną. Nie jest to szlak dla każdego. Jeżeli już ktoś zdecyduje się przejścia to kilka porad dla rozpocząć swoją przygodę z "Piękną" i mieć z tego przyjemność a nie wyłącznie wyścig z czasem i zmęczenie, warto podzielić przejście na 3 odcinki. Najlepszym miejscem na naszą "bazę" jest schronisko w Pięciu Stawach Polskich. To najkrótsza droga by dotrzeć na Zawrat. Warto jednocześnei pamietać że od Zawratu po Kozią Przełęcz wiedzie szlak jednokierunkowy. Zawrat - Mały Kozi Wierch - Żydowski Żleb - Zmarzłe Czuby - Zmarzła Przełęcz - Zamarła Turnia - Kozia Przełęcz - Kozie Czuby - Wyżnia Kozia Przełęcz - Kozi Wierch - Przełączka nad Buczynową Dolinką - Żleb Kulczyńskiego - Czarne Ściany - Zadni Granat - Pośrednia Sieczkowa Przełączka - Pośredni Granat - Skrajna Sieczkowa Przełączka - Skrajny Granat - Granacka Przełęcz - Wielka Orla Turniczka - Orla Przełączka Niżnia - Orla Baszta - Pościel Jasińskiego - Buczynowe Czuby - Przełęcz Nowickiego - Wielka Buczynowa Turnia - Mała Buczynowa Turnia - Ptak - Kopa pod Krzyżnem - Przełęcz KrzyżnePomysłodawcą budowy Orlej Perci był Franciszek Henryk Nowicki, proponując w 1901 r. wytyczenie drogi od Wodogrzmotów Mickiewicza przez Wołoszyn, Krzyżne, Granaty, Kozi Wierch i dalej do Zawratu. Tutaj szlak miał łączyć się z istniejącym już szlakiem na Świnicę, a dalej biegnąć przez Kasprowy Wierch i Czerwone Wierchy aż do Doliny Kościeliskiej. Szlak został wytrasowany w latach 1903-1906 nakładami Towarzystwa Tatrzańskiego i wielkiego miłośnika Tatr, księdza Walentego Gadowskiego, któremu pomagali Jakub Gąsienica Wawrytko, Klimek Bachleda i kilku innych górali. W latach 1904 i 1911 wytrasowano szlaki łącznikowe, które pozwalają na pokonywanie trasy w krótszych odcinkach, przy czym szlak Zmarzły Staw Gąsienicowy – Kozia Przełęcz – Dolinka Pusta wytrasowano w 1912, zamknięto w 1925 i ponownie wyznakowano w 1953. Panorama na całą Orlą Perć Na Zawracie zaczyna się szlak jednokierunkowy dochodzący do Koziej Przełeczy. Od lewej: Kozia Przełęcz, Zamarła Turnia, Zmarzła Przełęcz i Mały Kozi Wierch Środkowa część szkaku wiedzie od Koziej Przełeczy przez Kozi Wierch i Granaty. Po drodze musimy pokonać owiany wieloma legendami słynny krok nad przepaścią. A jest to szczelina na Skrajnej Sieczkowej Przełączce W zimie Orla Perć zmienia się w bardzo trudny szlak, dostępny wyłącznie dla bardzo doświadczonych osób i z zdjęciu Przełęcz Krzyżne od strony Doliny Pańszczycy. Kozi Wierch, Kozie Czuby, Zamarła Turnia i Zmarzła Przełęcz w groźnej zimowej wersji Orla Baszta i Wielka Buczynowa Turnia, widok ze Skrajnego Granatu Przełęcz Krzyżne. Koniec lub dla niewielu, początek szlaku, oraz punkt przecinania się żółtego szlaku, biegnący z Doliny Pańszczyca do Doliny Pięciu Stawów Polskich Z przełęczy jest bajkowy widok na całą Dolinę Pięciu Stawów Polskich (choć jest ich 6) i najbardziej klimatyczne schronisko w Tatrach. opracowanie & foto: Albin Marciniaknajlepsza mapa z przebiegiem szlaku i wariantami podziału na fragmenty:fotorelacje:. . telefon alarmowy w górach601 100 300 – żółty szlak znad Czarnego Stawu Gąsienicowego na Skrajny Granat. Czas przejścia: 1:45 h, ↓ 1:20 h – czerwony (Orla Perć) przebiegający granią główną z Zawratu przez Kozi Wierch, Granaty i Buczynowe Turnie na Krzyżne. Czas przejścia z Zawratu na Krzyżne: 6:40 h Szlaki dojściowe W rejon Orlej Perci prowadzi wiele popularnych szlaków dojściowych, część z nich jest też często samodzielnym celem wycieczek. Orla Perć jest osiągalna od strony: Kasprowego Wierchu i Świnicy szlakiem czerwonym wzdłuż grani – trasa trudna, eksponowana, z ułatwieniami w postaci łańcuchów i klamer, 3 h;Doliny Gąsienicowej ze schroniska "Murowaniec" szlakiem niebieskim na Zawrat – trasa trudna, eksponowana, ubezpieczana łańcuchami, 2:30 h; szlakiem żółtym na Kozią Przełęcz – trasa trudna, ubezpieczana łańcuchami, 2:30 h; szlakiem czarnym, prowadzącym przez Rysę Zaruskiego i Żleb Kulczyńskiego – trasa trudna, ubezpieczana łańcuchami, 3 h; szlakiem zielonym wyprowadzającym między Zadnią Sieczkową Przełączkę a Zadni Granat – trasa średnio trudna, 3 h; szlakiem żółtym tuż pod wierzchołek Skrajnego Granata – trasa średnio trudna, 2:45 h; szlakiem żółtym przez Dolinę Pańszczycę na Krzyżne – trasa o niewielkich trudnościach technicznych, ale dość żmudna i długa, 3:30 Pięciu Stawów Polskich ze schroniska szlakiem niebieskim na Zawrat – trasa o niewielkich trudnościach technicznych, 2 h; szlakiem żółtym na Kozią Przełęcz – trasa trudna, eksponowana, z łańcuchami i klamrami, 2 h; szlakiem czarnym na Kozi Wierch – trasa średnio trudna, żmudna, 2:15 h; szlakiem żółtym na Krzyżne – trasa o niewielkich trudnościach technicznych, trochę żmudna, 2:30 h. podziemia miasta zamki i pałace skanseny parowozownie muzea miejsca wyjątkowe forty i twierdze zabytki sakralne Woda - szlaki kajakowe, spływy, wyprawy, rejsy spływy kajakowe polecane rejsy imprezy Żaglowce AKCJE EKOLOGICZNE - CZYSTE GÓRY CZYSTE SZLAKI rajdy, zloty imprezy górskie daty i rocznice testy sprzętu książki schroniska fotorelacje konkursy tanie linie Kuchnie świata mapy Tatr online Małopolska Gościnna sprzęt outdoorowy - testy - porady - nowości - zapowiedzi rower on tour POLAND ON TOUR - VISIT POLAND Aleja Podróżników, Odkrywców i Zdobywców Underground in Europe Polecamy NAJPIĘKNIEJSZE PODZIEMIA TURYSTYCZNE W POLSCE Zamki i Pałace w Polsce polecane do zwiedzania Obiekty UNESCO w Polsce Ta strona używa plików Cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i możliwości zmiany ustawień Cookies w przeglądarce. Czytaj więcej... all4web Odwiedza nas 409 gości oraz 0 użytkowników.
Orla Perć – owiany tajemnicą szlak, który zyskał miano najtrudniejszego szlaku górskiego w Polsce (choć w rzeczywistości istnieje jeszcze kilka o podobnej skali trudności). Jeśli to czytasz to zapewne chcesz się z nim zmierzyć i zastanawiasz się czy dasz sobie radę. Prawdopodobnie odczuwasz też dreszczyk emocji związany z planowaną trasą i szukasz relacji innych próbując ocenić sytuację z domowego fotela i zrobić chociaż niewielkie rozeznanie. Też tak miałam, dlatego zaraz po opisie jak dokładnie wygląda trasa, przez jakie szczyty przebiega i ile czasu należy na nią poświęcić podzielę się z wami moimi emocjami, które towarzyszyły mi podczas przejścia Orlej Perci. Zapisałam je 2 dni po przejściu tego szlaku, kiedy czułam jeszcze potężny ból w nogach, rękach i wszystkim innym, bo wiecie jak to jest...im później się o czymś opowiada tym bardziej myśli zmierzają w kierunku, że to nie było w sumie nic wielkiego i poszło lajtowo. Zaczynamy! Orla Perć – informacje praktyczne (czas przejścia, długość, szczyty) Orla Perć to szlak prowadzący od Zawratu po Krzyżne. Jest to najdłuższy graniowy szlak w Tatrach Wysokich, który przebiega przez Kozią Przełęcz, Kozie Czuby, Kozi Wierch (najwyższy szczyt leżący tylko w Polsce), Granaty i Zmarzłą Przełęcz Wyżną. Sama Orla Perć liczy sobie 4,3km, ale trzeba wziąć pod uwagę, że na Zawrat trzeba się jakość dostać, a z Krzyżnego trzeba jeszcze zejść do samochodu lub schroniska. Wiele osób dzieli szlak na kilka razy, mniej decyduje się na przejście całości w jeden dzień. Najczęściej startuje się ze schroniska Murowaniec lub Doliny Pięciu Stawów. Ja startowałam bezpośrednio z Kuźnic, a odległości prezentowały się następująco: Kuźnice – Zawrat 8,8km (około 4,5h) Zawrat – Krzyżne 4,3km (mi zajęło około 7h) Krzyżne – Kuźnice 9,7km (mi zajęło ok. 8h i myślałam, że umrę z bólu nóg) Odcinek Zawrat-Krzyżne tak jak wspominałam można podzielić na mniejsze etapy i myślę, że to bardzo dobry wybór dla osób ze średnią kondycją. Sama pewnie zdecydowała bym się na tę opcję, tylko że jakoś wcześniej na to nie wpadłam :) Przykładowe odcinki: Zawrat - Kozia Przełęcz (odcinek jednokierunkowy) ok. 1h 20min Kozia Przełęcz – Kozi Wierch (jednokierunkowy) ok. 1h 30min Kozi Wierch – Skrajny Granat ok. 1h 35min Skrajny Granat – Krzyżne ok. 2h15min (nie ma możliwości wcześniejszego zejścia ze szlaku!) Przejście Orlej Perci – czy dam sobie radę? O trudności tego szlaku ciężko rzetelnie opowiedzieć, bo jest to kwestia bardzo indywidualna. Przed przejściem dość pobieżnie czytałam opinie na temat tego szlaku i wychodziło z nich 50/50. Jedni trzymają się tego, że to bardzo trudny i wymagający szlak, inni są wręcz zniesmaczeni, że był tak łatwy i przyjemny. Dużo z tych wypowiedzi, które tyczyły się łatwego i przyjemnego szlaku traktowała tylko o odcinku Zawrat - Kozi Wierch, lub Zawrat – Kozia Przełęcz, ale to przecież nie jest nawet połowa...Jeśli dzielicie Orlą Perć na odcinki to bez lęku wysokości i z ogólną w miarę dobrą kondycją powinniście dać radę, ale jeśli planujecie przejść całość w jeden dzień to ostra jazda zaczyna się dopiero przed Granatami (a przynajmniej u mnie tam się zaczęła). Zmęczone od wspinaczki ręce drżały z wyczerpania, w nogach pojawiały się skurcze i drętwienie, a tu trzeba było iść, bo na ostatnim odcinku (jak dla mnie najcięższym przez ogólne wyczerpanie organizmu) nie można zejść wcześniej. Po prostu trzeba iść. A w zasadzie nie iść, tylko wspinać się i schodzić, bo odcinek od Granatów do Krzyżnego to ciągła wspinaczka wysoko w górę i zejścia w dół po osuwających się kamieniach. Może i brzmi tragicznie, ale naprawdę było wtedy dużo momentów, w których myślałam, że to już ponad moje siły. Jak widać Orla Perć weryfikuje też to co jest ponad twoje siły, a co tylko ci się wydaje , że jest :) Jeżeli chodzi o trudne momenty to jest to również kwestia indywidualna i nie biorąc pod uwagę ogólnego zmęczenia, a jedynie ekspozycję i trudne technicznie momenty to wraz z moim współtowarzyszem dzieliliśmy się momentami grozy i diametralnie się one różniły. Dla niego dużym przeżyciem była słynna drabinka w okolicy Zamarłej Turni, którą trzeba zejść po pionowej, skalnej ścianie. Dla mnie był to jeden z najprzyjemniejszych momentów i wręcz sprawiał mi frajdę. Dla odmiany mnie stresowały zejścia żlebami, gdzie przez sypkie kamienie miałam wrażenie, że zjadę razem z nimi i zatrzymam gdzieś o wiele za daleko, by było co zbierać. Ze dwa razy zdarzyło się też, że nie starczyło mi nóg przy zejściu z jakiejś skalnej półki i trzeba było trochę pokombinować, żeby zejść nie obijając się zbytnio. Raz zawisłam też na łańcuchu nad przepaścią podczas zejścia gdzieś za Granatami, bo poślizgnęła mi się noga (kurcze! To był bardzo hardcorowy moment, ale byłam już tak wypruta psychicznie i zmęczona, że nawet się tym zbytnio nie przejęłam). Było bardzo mało momentów, w których się zgadzaliśmy co do stopnia trudności na samej Orlej Perci, ale w jednej kwestii byliśmy zgodni w 100%. Totalnym gwoździem był powrót z Krzyżnego do Kuźnic. Każdy krok z górki bolał jak cholera, bezwładnie lały się łzy, a potem nawet miałam halucynacje. Pewnie głównie te ciężkie momenty sprawiły, że przejście Orlej Perci było moim największym życiowym kondycyjnym i psychicznym sukcesem. I pewnie jeszcze długo tak pozostanie. Podsumowując. Calość w jeden dzień daje w kość, ale może osoby o bardzo dobrej kondycji nie odczują takich niedogodności jak ja i nie będą musiały schodzić z Krzyżnego z płaczem. Nie polecam Orlej Perci na pierwszy raz bez oswojenia się z dużą ekspozycją, ponieważ dużo odcinków jest jednokierunkowych, co wiąże się z tym że jak tam wejdziecie to już nie zawrócicie i nie będzie przebacz. Na próbę polecam np. na Świnicę lub Kościelec. W drodze powrotnej z Krzyżnego do Kuźnic możecie zatrzymać się przy ciekawym stawie. Podobno w czasie suszy Czerwony Staw dzieli się na dwa mniejsze stawy lub całkowicie znika, a swój oryginalny kolor zawdzięcza sinicom, które zabarwiły kamienie. Aaaa...nie byłabym sobą, gdybym nie nakręciła filmu z przejścia. Chociaż po pierwszej połowie już raczej mało kręciłam ze względu na brak sił to jednak trochę ujęć wpadło. Zapraszam na youtube.
krok nad przepaścią orla perć