Watch the video for A gu gu from Arka Noego's A Gu Gu for free, and see the artwork, lyrics and similar artists.
Interaktywna wersja piosenki dostępna jest tutaj: https://www.remikaraoke.com/sing/arka-noego-osiem-blogoslawienstwSprawdź też inne dostępne piosenki na port
52 views, 14 likes, 4 loves, 1 comments, 0 shares, Facebook Watch Videos from Wianki Słów: 11 lat temu weszłam na Ararat (tur. Agri Dagi) - najwyższy
Uznaje się, że na tym właśnie masywie osiadła biblijna Arka Noego. Odnalezienie formacji lub statku. Formacja na górze Ararat została odkryta po trzęsieniu ziemi, jakie miało miejsce w maju 1948 roku. Jednak pierwsze zdjęcie lotnicze potencjalnej Arki Noego zostało wykonane dopiero w 1959 roku przez NATO.
"Durupinar site" Czy to jest miejsce, na którym osiadła Arka Noego? Argumenty za: 1. Miejsce leży w Turcji w okolicy góry Ararat, na wysokości ok. 2000 m…
WPHUB. Adam Gaafar |. 11.10.2021 12:34. Arka Noego odnaleziona? Była bliżej nas niż sądzono. 1266. Naukowcy twierdzą, że nieregularna formacja skalna w tureckich górach odpowiada proporcjom biblijnej Arki Noego. Za pomocą skanowania 3D odkryli też podpowierzchniowe struktury, które mogą być ich zdaniem efektem działalności
thsj0DA. Lista słów najlepiej pasujących do określenia "tam osiadła Arka Noego po potopie":ARARATWODAANAGRAMŁÓDKASTATEKFILMLAWINAPOLIPSTATKIGDYNIAPATRIARCHAIMIGRACJAANDRZEJKUFEREDESSATĘCZANANOSBIAŁYSTOKGRZYBARA
Arka Noego znajduje się w Turcji, 30 km od szczytu góry Ararat, w miejscu, o którym mówi Biblia w księdze Rodzaju 8:4 „I osiadła arka w siódmym miesiącu, siedemnastego dnia tego miesiąca, w górach Ararat.„. Przy czym słowo „góry” wskazuje na pasmo górskie lub krainę geograficzną a nie pojedynczą górę. W oryginale zostały zapisane jedynie spółgłoski („rrt”), zatem równie dobrze można by ten zapis przetłumaczyć jako „Urartu” będącym nazwą historycznie potwierdzonego starożytnego państwa znajdującego się na tym terenie. Opis potopu znajduje się także w starożytnej literaturze z Mezopotamii. „Epos o Gilgameszu” datowany na 13 wiek pne stwierdza, że łódź Utnapisztim (Noego) osiadła na górze Nisir. Ponieważ oryginał zawiera jedynie spółgłoski („nsr”) to nazwę tą można przetłumaczyć jako „Nasar” lub „Naser”. Miejscowość, gdzie znajduje się Arka na starych mapach widnieje jako „Nasar” właśnie, dopiero po odkryciu Arki zmieniono jej nazwę na „Uzengili”. Lokalizacja Arki była znana w starożytności. Wspominał o niej słynny żydowski historyk Józef Flawiusz: „Jej pozostałości są tam pokazywane przez mieszkańców aż do dziś„. Nawiązał tym samym do Berosza Chaldejczyka, który wskazywał w roku 290 pne, że turyści zabierają do domu kawałki Arki, aby robić z nich amulety szczęścia: „Mówi się, że część tego statku nadal znajduje się w Armenii, w górach Cordyaejczyków, a niektórzy ludzie zabierają stamtąd kawałki bitumiczne, i używają ich przede wszystkim jako amuletów przeciwko lichu„. Tak wygląda to miejsce na zdjęciu satelitarnym obecnie: Pozostałości Arki z perspektywy terenu: Arka Noego została ujawniona w 15 maja 1948 roku poprzez trzęsienie ziemi, o tyle niezwykłe, że nie spowodowało żadnych ofiar w ludziach. Co ciekawe nastąpiło w tym samym czasie co narodziny państwa Izrael (14 maja 1948). Łódź z biegiem czasu została pokryta przepływem błota i lawy czyniąc jej położenie mniej wyraźnym. Kształt łodzi został również zdeformowany poprzez trzęsienia ziemi mające miejsce w drugiej połowie ubiegłego stulecia, ale w dalszym ciągu jest on dość wyraźny. Poniższe zdjęcia lotnicze zostały wykonane przed trzęsieniami ziemi. Pierwsze zdjęcie wykonano 1959 w ramach inspekcji geodezyjnej NATO, drugie ukazało się w magazynie „Life” 5 września 1960 roku (str. 112). W 1977 Ronald Wyatt rozpoczął badanie archeologiczne trwające przez 15 lat, które zaowocowały oficjalnym uznaniem przez władze Turcji autentyczności znaleziska i otworzeniem 21 czerwca 1987 parku narodowego na tym terenie. Umieszczono nawet drogowskaz do Arki Noego. Autentyczność znaleziska potwierdzają wymiary obiektu na zdjęciach, które pokrywają się z wartościami podanymi w księdze Rodzaju 6:15 „A zrobisz ją tak: Długość arki niech wynosi trzysta łokci, szerokość jej pięćdziesiąt łokci, a wysokość jej trzydzieści łokci.” Przyjmując wartość łokcia egipskiego z jakim miał styczność autor tego opisu (Mojżesz), to jest 523 mm, otrzymujemy wymiary około 156 m x 26 m. Poniżej pomiary wykonane przy pomocy google maps (dokładne odczyty geodezyjne GPS można znaleźć tutaj): Z bliskiej odległości widać regularne pionowe odciski po żebrach konstrukcji statku. Poniżej zdjęcie deski pokładowej wydobytej przez Ron Wyatt’a w obecności tureckich urzędników. Badania laboratoryjne wykonane w Galbraith Labs w Knoxville w stanie Tennessee wykazały obecność 0,7019% organicznego węgla, co potwierdza, że jest to skamieniałe drewno. Element ma długość 46 cm, składa się z trzech warstw drewna i ma kilka widocznych gwoździ. Co ciekawe drewno nie posiada słojów, co może być wynikiem odmiennych warunków klimatycznych panujących przed potopem (brak opadów i płaszcz wodny w atmosferze, o czym wspomina Biblia). W obszarze Arki odkryto wiele elementów metalowych wykonanych przez człowieka. Poniżej najlepiej zachowany egzemplarz nitu zastosowanego w Arce do połączenia elementów drewnianych. Badania laboratoryjne wykazały, że znalezione elementy zawierają stopy metali szlachetnych takich jak tytan, magnez i aluminium (certyfikat). Odczyty wykonane wykrywaczem metalu ujawniły regularny wzór elementów w formacji terenu. Później wykonano również bardziej dogłębne badanie ultrasonograficzne i generatorem częstotliwości molekularnych ujawniające regularną strukturę: W starożytności z tyłu łodzi mocowano duże głazy służące jako balast, aby poprawić jej stabilność przy naporze dużych fal. Dzięki oporowi jaki powodowały wiatr ustawiał łódź w kierunku ruchu fal, co zapobiegało jej przewróceniu na bok. Charakteryzują się otworem w górnej części służącym do przymocowania liny. Tego typu kamienie odnaleziono w Nilu oraz w innych miejscach basenu Morza Śródziemnego, jak widać na poniższym zdjęciu po lewej. Zdjęcie po prawej przestawia jeden z dwunastu podobnych kamieni odnalezionych około 18 km od Arki. Podsumowując fakty: Mamy pozostałości obiektu w kształcie łodzi w okolicy, o której mówi Biblia. Wymiary obiektu zgadzają się z podanymi przez Biblię. Inne źródła historyczne i literatura potwierdzają istnienie i lokalizację Arki. Miejsce poddano gruntownym badaniom archeologicznym, które wykazały: Skamieniałe elementy drewniane wykonane przez człowieka Elementy metalowe wykonane przez człowieka i tworzące regularne struktury Stosowane w statkach kamienie balastowe Tureckie władze oficjalnie zatwierdziły autentyczność znaleziska. Wniosek z tego taki, że w przypadku Arki Noego Biblia nie jest zmyśloną historią. Dostarcza nam to kolejnej podstawy, aby przypuszczać, że pozostała treść Biblii również zawiera prawdziwy opis rzeczywistości. Jeśli nie odkryłeś głównej prawdy będącej tematem Biblii, którą jest Jezus Chrystus, jeśli nie doświadczyłeś usprawiedliwienia z łaski przez wiarę, które oferuje to zrób to jak najszybciej – czasu pozostało niewiele. Skontaktuj się z nami. Źródła: [1] [2] [3] [4] View form the Ark: David Fasold and Noah’s Ark
Lista słów najlepiej pasujących do określenia "tam dopłynęła arka Noego":WODAGDYNIAŁÓDKACOBURNKANAANSKRZYNIAKASTAAPTEKAKANAŁÓDŹZOFIARENATAKWIATKOWSKAKRYPAARKATURAARKADIAARAREDAITAKAZAPORA
Czym jest Ararat? Co znaczy Ararat? Ararat Kres rejsu Noego Wyraz Ararat posiada 39 definicji: 1. Ararat-masyw wulkaniczny w Turcji (dod. pita) 2. Ararat-klub piłkarski z Erewania 3. Ararat-klub piłkarski z Erywania 4. Ararat-ormiański klub piłkarski 5. Ararat-arka Noego na nim osiadła 6. Ararat-zatrzymał Noego 7. Ararat-tam dopłynęła arka Noego 8. Ararat-masyw wulkaniczny w Turcji 9. Ararat-kres arki Noego 10. Ararat-port arki Noego 11. Ararat-przystań Noego 12. Ararat-góra Noego 13. Ararat-masyw na Wyżynie Armeńskiej 14. Ararat-meta arki Noego 15. Ararat-KRES REJSU ARKI NOEGO 16. Ararat-Arka Noego tam osiadła 17. Ararat-Cel arki Noego 18. Ararat-Góra biblijna 19. Ararat-Góra krzyżówkowa 20. Ararat-Góra na której miała osiąść arka Noego 21. Ararat-Góra, na której osiadła arka Noego 22. Ararat-Koniak radziecki 23. Ararat-Koniec rejsu Noego 24. Ararat-Kraniec rejsu Noego 25. Ararat-Kres rejsu Noego 26. Ararat-Meta arki Nowego 27. Ararat-Miejsce lądowania Arki 28. Ararat-Miejsce lądowania arki Noego 29. Ararat-Miejsce postoju arki 30. Ararat-Piłkarze z Erewania 31. Ararat-Port Arki 32. Ararat-Port Noego 33. Ararat-Przystań arki Noego 34. Ararat-Tam płynął Noe 35. Ararat-Tam po potopie spoczęła arka Noego 36. Ararat-Wulkan biblijny 37. Ararat-Wulkan w Armenii 38. Ararat-Wulkan w Turcji na Wyżynie Armeńskiej 39. Ararat-Wulkan w Turcji, 5165 m Zobacz wszystkie definicje Zapisz się w historii świata :) Ararat Podaj poprawny adres email * pola obowiązkowe. Twoje imię/nick jako autora wyświetlone będzie przy definicji. Powiedz Ararat: Zobacz synonimy słowa Ararat Zobacz podział na sylaby słowa Ararat Zobacz hasła krzyżówkowe do słowa Ararat Zobacz anagramy i słowa z liter Ararat Alpha Romeo Alpha Romeo Alpha Tango Zapis słowa Ararat od tyłu tararA Popularność wyrazu Ararat Inne słowa na literę A Arubanka , autorski , anaplazja , alchemia , arcymistrz , amencja , ateista , apsel , apage , abrewiacyjny , aerożel , antraks , ankoński , akwalung , antyarytmiczny , angielskość , adjuwantowy , amalgam , aksoida , Aleksandr , Zobacz wszystkie słowa na literę A. Inne słowa alfabetycznie
Ararat – święta góra Ormian, leżąca po tureckiej stronie granicy, na terenie zamieszkałym przez Kurdów, którzy nie czują się turkami. Zawiłości politycznych i historycznych tu nie brakuje. Ale naszym zadaniem było wspiąć się na szczyt i podzielić się tym, co przeżyliśmy. Udało nam się! Czy opis będzie Was satysfakcjonował oceńcie sami. U podnóża góry Zdobycie Araratu – najwyższego szczytu Turcji – 5137m nie jest trudne technicznie. To stary, wygasły wulkan o łagodnie opadających stokach położony w południowo-wschodniej części kraju tuż przy granicy z Armenią i niedaleko Iranu. Jego szczyt pokryty śniegiem najczęściej, jak przystało na wyniosła górę, osłonięty jest chmurami. Tym, którzy zaczynają przygodę z wysokimi górami przypominam, że sama wysokość jest już wyzwaniem i trzeba dobrze się do wyprawy przygotować. Krótki poradnik o chorobie wysokościowej tutaj. Na Ararat praktycznie nie można wejść samodzielnie. Wystarczała jednak obecność lokalnego przewodnika. W lipcu 2021r nikt od nas nie wymagał żadnego pozwolenia, choć takie informacje odnaleźliśmy w większości starszych opisów. Góra leży w strefie zmilitaryzowanej i przez pewien okres wejście na nią było w ogóle niemożliwe. Wydaje się, że obecnie napięcia w tym niestabilnym regionie nieco się zmniejszyły. Ormianie nadal jednak nie mogą przekroczyć granicy z Turcją i wejść na szczyt pomimo tego, że z ich stoicy, Erewania, góra jest doskonale widoczna. Na mapach znajdziecie nazwę Ağrı Dağı czyli Ciężka Góra. Turcy nie używają nazwy Ararat nawet na pamiątkach dla turystów. Zgodnie z tradycją to właśnie na zboczach Araratu miła osiąść biblijna Arka Noego. Poszukiwacze przygód do dziś próbują odnaleźć jej szczątki opierając się na Księdze Rodzaju „I osiadła arka w siódmym miesiącu, siedemnastego dnia tego miesiąca, w górach Ararat.” My, podobnie jak większość turystów, próbowaliśmy doszukać się biblijnej Arki w układzie skał kilkanaście kilometrów od podnóży góry. Nietypowy układ zboczy, przypominający olbrzymie wrzeciono miał symbolizować obrysy potężnej łodzi. Czy faktycznie przypomina Arkę oceńcie sami. Ostatnie kępy trawy w drodze na szczyt Co nam się udało: – Lekkie treki na zejście oszczędziły nasze nogi przed otarciami – Zabezpieczyliśmy camelbagi przed chłodem – rurka z izolacji hydraulicznej i polarowy pokrowiec na worek zdały egzamin 🙂 -Wysokiej jakości bielizna z wełny merynosa uchroniła nas w nocy przed atakiem szczytowym przed chłodem i dała komfort w czasie wspinaczki Co nam się nie udało: -Spakowaliśmy się w torbę bez kółek i plecak, które były bardzo uciążliwe w czasie przesiadki na lotnisku w Stambule – Okazało się, że moja kurtka i softshel nie mają kapturów. Sytuacje ratowała cienka wiatrówka z kapturem, który najlepiej chroni przed zimnymi podmuchami. -Wysiadła mi czołówka co bardzo utrudniło podchodzenie w nocy Nasza miniaturowa drużyna Nasza wyprawa Planując wejście na górę, dość szybko zdecydowaliśmy, że skorzystamy z polskiego biura podróży. Nas wybór padł na z którego usług byliśmy bardzo zadowoleni. Z jego pomocą kupiliśmy bilety do dużej miejscowości Van. Z lotnika odebrał nas szef biura – Musa Saltik i zawiózł do hotelu w Doğubayazıt – mniejszej miejscowości u podnóża góry, która jest główną bazą wypadową. Podróż minęła bez większych przygód. Jedyna uciążliwością była konieczność odebrania bagażu w Istambule po przylocie z Warszawy i nadania go do Van pomimo tego, że bilety docelowe otrzymaliśmy już na Okęciu. Lotnisko Ataturk jest olbrzymie. Przemierzanie go z bagażami w ręce jest mocno uciążliwe a wózki bagażowe były do wynajęcia za Liry tureckie, których nie mieliśmy 🙁 Obóz dolny Pierwszego dnia rano wyruszyliśmy busem na wysokość 2100. Większość naszych bagaży trafiła na końskie grzbiety, a my z małymi plecakami pomaszerowaliśmy łagodnymi zboczami w kierunku I obozu. Pogoda dopisywała, okazji na rozglądanie się wokół nie brakowało. Dookoła rozciągały się równiny porośnięte wyschniętą o tej porze trawą. Dobrze widoczne miasto oddalało się z każdą godziną marszu. Na szlaku nie było żadnych oznaczeń. Obecność naszego przewodnika – Ibrahima wydawała się niezbędna. Do I obozu na wysokości 3200m dotarliśmy bez większego wysiłku wczesnym popołudniem. Czekały na nas wygodne namioty i posiłek. Przyzwyczajeni, że na tej wysokości są tylko skały, cieszyliśmy się ze skąpej ale zielonej trawy między kamieniami. Nasza miniaturowa grupa złożona z Kasi, Tarasa – stomatologa z Rosji, przewodnika i mnie miała sporo czasu na odpoczynek. Największą atrakcją obozu był prowizoryczny prysznic. Możliwość zmycia z siebie kurzu była na wagę złota 🙂 Karawana w drodze do II obozu W drugim dniu bardzo niespiesznie ruszyliśmy na wypad aklimatyzacyjny do II obozu. Droga prowadziła głównie między kamieniami, częściowo po piaszczysto-szutrowym szlaku. Tu turystów pojawiło się już zdecydowanie więcej. Między nimi miniaturowe karawany koni wnoszące na górę sprzęt i wyżywienie. Do widoku koni o drobnej posturze wspinających się z bagażami pod górę przyzwyczailiśmy się bardzo szybko. Schodzenie im z drogi było stałym elementem trekingu. Po drodze wspaniały widok na Mały Ararat 3896m. I oczywiście pamiątkowe zdjęcia na jego tle. Wejście do drugiego obozu było już męczące, głównie z powodu wysokości 4200m. Kilkudziesięciu minutowy postój, w czasie którego obejrzałem obóz i droga w dół. Wokół już tylko skały i osuwający się gruz pod butami. Powrót do obozu I i prysznic 🙂 Mały Ararat Trzeci dzień to wyprawa z powrotem do II obozu i spanie na wysokości 4200. Droga praktycznie ta sama, choć na szerokim zboczu nie brakowało wielu ścieżek wspinających się do góry. Po drodze spotkaliśmy małżeństwo 60+ w kaskach. Pan posługiwał się dwoma kulami pod łokciowymi. Byłem przekonany, że pomaga sobie nimi przy podchodzeniu jak kijami. Po chwili spostrzegłem, że ma wiotki niedowład całej prawej nogi. W skalistym terenie, po osuwającym się szutrowym szlaku ciągnął nogę pod górę. Wysiłek jaki wkładał w podejście, musiał być niewyobrażalnie większy od naszego. Sympatyczną atrakcją był bardzo towarzyski pies rasy haski, wspinający się z dużo większą łatwością niż większość z nas. Górny obóz w ogóle nie przypomniał dolnego. Dużo namiotów ciasno wciśniętych między skałami, wąskie, strome ścieżki, zamieszanie i niestety bałagan. Obozowa toaleta wręcz odstraszała. Na szczęście mieliśmy spędzić tam tylko kilka godzin. Dla zabicia czasu wybraliśmy się na godzinny wypad pod górę w celu lepszej aklimatyzacji. Głównym zajęciem było przepakowanie i ubranie się na atak szczytowy. Nocny chłód okazał się niezbyt dotkliwy. Ciepła bielizna i kilka godzin do północy spędzone w ubraniu w śpiworze zapewniły termiczny komfort. Szczyt Araratu i mgła Czwarty dzień zaczął się pobudką o Atak szczytowy zaczęliśmy po krótkim posiłku o Droga prowadziła jednostajnie pod górę. Kilka większych skał, na które trzeba się było wspiąć, nie były szczególnym wyzwaniem. Wolne, ale jednostajne tępo marszu pod górę było wyczerpujące. Okazało się, że pomimo stawiania nogi za nogą i tak wyprzedzamy grupy, które wyszły wcześniej, ale robiły dłuższe przerwy. Po trzech godzinach moja czołówka odmówiła posłuszeństwa. Szedłem tylko dzięki mrugającym światełkom moich towarzyszy. Prawie do otaczał nas mrok a później mgła. Kiedy zaczęło się rozjaśniać doszliśmy do granicy śniegu. Nasz przewodnik zdecydował, że idziemy dalej bez raków bo śnieg jest wystarczająco miękki. Nie przypadła mi do gustu ta decyzja, ale na wysokości 5000 m nie miałem ochoty na konwersację. Końcówkę góry pokonaliśmy po ubitym twardym śniegu. Przy silnym wietrze, który nam towarzyszył, wysiłek był naprawdę duży. Niestety nie mieliśmy szczęścia do pogody. Wszystko spowijała mgła, którą chłodne podmuchy osadzały w postaci szadzi na naszych ubraniach. Obiektyw aparatu po chwili też był zaszroniony. Sam szczyt to niewielki wzgórek, na którym z trudem mieści się kilka osób. Po kilkudziesięciu minutowej sesji zdjęciowej i wymianie gratulacji ruszyliśmy na dół. Najpierw po śnieżnej pokrywie później po kamienistym gruncie i tak aż do II obozu. Schodziłem wolno, czułem się bardziej zmęczony, niż to wynikało z pokonanego wysiłku. Przewodnik dał nam pełną swobodę w doborze tępa marszu. Taras poszedł szybciej, a kiedy widoczność się poprawiła, nasz przewodnik też nas opuścił. O godzinie byliśmy już w obozie. Krótka rozmowa, wymiana uwagi, czas na pakowanie i przekazanie bagaży tragarzom. Po dwóch godzinach wymarsz do I obozu. Nauczeni doświadczeniem, że to właśnie przy zejściu buty ocierają spuchnięte stopy najbardziej założyliśmy lekkie treki. Droga nie była trudna, ale pokonana trasa na dużej wysokości zwolniła moje ruchy. Wygodny namiot w I obozie, zieleń i piękne plenery to było to otoczenie, w którym chciałem cieszyć się ze zdobycia szczytu. Wszyscy byliśmy trochę podekscytowani i bardzo głodni. Tego dnia Ibrahim, który dbał o nasze posiłki, poszedł spać i zostawił nas na głodniaka do kolacji 🙂 Szron przeniesiony ze szczytu na plecakach Piąty dzień to już spokojny wymarsz w kierunku drogi, z której podjął nas bus. Z zazdrością spoglądaliśmy na szczyt, który w tym dniu był pięknie widoczny i zapewnił śmiałkom wspinającym się na niego wspaniałe widoki. Pocieszaliśmy się, że nie było najgorzej, a najważniejsze, że udało nam się wejść. Biura zwykle zostawiaj jeden dodatkowy dzień na atak szczytowy w przypadku załamania pogody. Jest to jednak nie tylko utrudnienie, ale i dodatkowy wydatek. Od kierowcy dostaliśmy na powitanie arbuza smakującego wyśmienicie po długim spacerze w upale. Do hotelu w Doğubayazıt pojechaliśmy na skróty przez orne pola Co musicie zabrać: -ciepłą odzież zarówno wierzchnią jak i bieliznę. Ostatnia noc w drugim obozie jest chłodna a na szycie zimno i wietrznie -ciepły śpiwór typu mumia -ciepłą kurtkę z kapturem, rękawiczki cienkie i grube, czapkę -raki (mogą być wypożyczone od organizatora) i dostosowane do nich twarde trekingowe buty. -krem z filtrem i dobre okulary przeciwsłoneczne Co się bardzo przydaje: -kije do trekingu -camel bagi – musicie dużo pić, żeby zmniejszyć obj. choroby wysokościowej -własne turystyczne materace -lekkie trekingowe buty na zmianę Nasza wycieczka obejmowała też inne atrakcje Pałac Ishak Pasa Pałac Ishak Pasa w Doğubayazıt to potężna budowla na wzgórzu oddalonym o kilka kilometrów od centrum. Do zwiedzania są masywne zabudowania, meczet, współczesna galeria i wnętrza pałacu. Poza meczetem wszystkie pokoje są całkowicie puste. Największą atrakcja jest sama architektura i piękne reliefy na ścianach. Nas zawiózł tam Ibrhim. Nie widziałem żadnego transportu publicznego. O ile z powrotem można zejść do miasteczka bez problemu pieszo, o tyle wyprawa pod górę może okazać się bardzo męcząca w upale. Arka w skałach Arka Noego to układ skał w charakterystycznym kształcie łodzi. Tak naprawdę trzeba dużo wyobraźni, żeby w ukształtowaniu terenu dopatrzyć się Arki. Wybrać się jednak warto, bo okolica jest piękna. Dojazd górską drogą kilkanaście kilometrów od Doğubayazıt Doğubayazıt to niewielkie miasto, którego główną atrakcją jest Ararat i Pałac Ishak Pasy. Warto poświęcić mu popołudnie. Centralny deptak Inegol sprzyja spacerowi i zakupom. Miłośnicy markowych rzeczy mogą zaopatrzyć się w chińskiego Rolexa i torebkę z Prady na targowisku przy jego południowo-zachodnim końcu. Posiłek można zjeść w jednej z wielu restauracji typu Kebab. Wegetarianie też znajdą coś dla siebie 🙂 Jedzenie nie jest drogie. Koszt posiłku to przedział między kilkanaście a kilkadziesiąt złoty od osoby za dwudaniowy obiad z napojami. Ciekawostka: do posiłku pije się tu delikatny jogurt Ayran, który bardzo polubiliśmy. Herbatę podaje się po jedzeniu. Kawę parzoną po turecku trudno znaleźć. Mają ją tylko lepsze cukiernie i kawiarnie. Jezioro rybne Wycieczka nad Jezioro Rybie to kolejna wycieczka zaoferowana przez biuro. Duże jezioro słynące z obfitości ryb i urokliwych pejzaży. Ryby były faktycznie fantastyczne przyrządzone. Infrastruktura wokół to jednak obraz nędzy i rozpaczy. Drewniane budki, podupadająca restauracja, posiłek pod namiotem. Dotrzeć tu można tylko samochodem. Gorące baseny Gorąca źródła w Diyadin to już była niespodzianka. Oczekiwaliśmy basenów w plenerze, kąpieliska. Zastaliśmy betonowe baraki pokryte blachą falistą. Warunki iście spartańskie, baseny cementowe, ale za to woda naprawdę gorąca 🙂 Próbując skorzystać, zaczęliśmy od tych najbardziej gorących – nie byłem w stanie wejść dalej niż do kolan. Skorzystaliśmy dopiero z trzeciego w kolejności, a i tak 10 minut w wodzie było nie lada wyzwaniem. Woda mętna z charakterystycznym zapachem siarki. Pomimo całej toporności tego przybytku odwiedzenie go było ciekawe. Na wrażenia rodem z Pamukale nie liczcie 🙂 Dowiózł nas tu też przewodnik. Samo znalezienie miejsca wydaje mi się trudne. Wycieczki po okolicy miały jeszcze jeden niepowtarzalny urok. Prowadziły mało uczęszczanymi drogami przez kurdyjskie wsie. To trochę przeniesienie do innego świata. Wszechobecna bieda, pracujące dzieci i wychudzone zwierzęta. Widok stert suszącego się zwierzęcego nawozu przed domem to tutaj norma. Następnego dnia pojechaliśmy do Van – zdecydowanie większej miejscowości z lotniskiem międzynarodowym tuż nad wybrzeżem olbrzymiego jeziora o tej samej nazwie. Koty z Van Centrum Kotów z Van to bardzo osobliwe miejsce. Zacznę od tego, że nie jestem miłośnikiem kotów, ale i tak uważam je za godne zwiedzenia. Śnieżno białe futrzaki, z różnokolorowymi tęczówkami, wylegujące się na przygotowanych dla nich półkach to miły widok. Każdy wybieg miał basen, bo jak się okazały rasa kotów Van lubi pływać. Polecamy. Ruiny zamku Van stara twierdza, udostępniona dla zwiedzających wygląda najlepiej z dołu. Żeby wspiąć się na szczyt zabudowań, trzeba poświęcić około 20 min. Widok na miasto i jezioro. Atrakcja głównie dla miłośników ładnych widoków i historii, choć nie można jej odmówić wrażenia, jakie robi swoimi rozmiarami. Ruiny byłby świetnym obiektem do filmowania z drona. Mój jednak odmówił współpracy, podając komunikat „strefa wymagająca autoryzacji” 🙁 Kościołek Św. Krzyża na wyspie Wyspa Akdamar to największa z naszych atrakcji po Araracie. Maluteńka wysepka ze starym ormiańskim kościółkiem Św. Krzyża z X wieku udostępnionym jako muzeum. Na jego ścianach znajdują się piękne reliefy ze scenami z Biblii. Wysepka ma malutką kawiarnię i piękną kamienistą plażę, która zachęca do kąpieli. Można tu dotrzeć za pokładzie łodzi dostosowanych do przewożenia turystów, które odpływają po zapełnieniu się zwiedzającymi. Przystań znajduje się tuż przy drodze D300. Łódź to wydatek rzędu 30 Lir, wejście na wyspę 15Lir. Ruiny Cavustepe – kilka kilometrów od jeziora Van znajdują się ruiny zamku. Tym razem zobaczyliśmy tylko szczątki fundamentów wystające ze wzgórza. Zdecydowanie większą atrakcja jest kościół Bartolomeusza (Baskale Albaryak) Niestety znajduje się on 130 km od Van i mimo tego, że nasz program obejmował jego zwiedzanie, zrezygnowaliśmy z niego ze względu na odległość. Podsumowanie powinniście wybrać biuro podróży (my polecamy lub szukać przewodnika na miejscu najlepszy okres na zdobycie Araratu to lipiec -sierpień – początek września. Zadbajcie o wyposażenie i przygotowanie fizyczne do wspinaczki. Samo 5000m jest już wyzwaniem
tam osiadła arka noego